W styczniu 2020 roku Kamil D. i Dawid P. zaprosili dwóch mężczyzn na spotkanie pod centrum handlowym we Wrocławiu. Zaproszeni byli dilerami i to właśnie od Kamila i Dawida brali towar dla swoich klientów. Z niewyjaśnionego do dziś powodu sprawcy postanowili ich zastraszyć. W tym celu wciągnęli ich do auta, a następnie - jak podaje portal tvn24.pl - zablokowali drzwi, uniemożliwiając ofiarom ucieczkę. W trakcie całego zdarzenia zarówno Kamil, jak i Dawid grozili swoim ofiarom oraz stosowali wobec nich przemoc fizyczną. Przerażone ofiary były w pułapce.
Cała czwórka dojechała na Psie Pole nad Odrą. Tam Kamil i Dawid kazali wysiąść jednemu z dilerów, Krystianowi. Chwilę później mężczyzna zobaczył Kamila i Dawida wyciągających maczety. Oprawcy zadali Krystianowi kilka silnych ciosów. "Super Express" informował, że przyczyną jego śmierci było wykrwawienie. Trudno się temu dziwić, biorąc pod uwagę, jakie obrażenia poniósł mężczyzna - "Gazeta Wrocławska" wskazuje, że Krystian został właściwie pozbawiony jednej z nóg. Służby ratownicze nie dały rady uratować zmasakrowanego chłopaka.
Pomimo poniesionych obrażeń drugi z porwanych mężczyzn przeżył. Wszystko dlatego, że sprawcy najwyraźniej postanowili potraktować śmierć Krystiana jako "pouczającą" dla drugiej ofiary. Zastraszyli mężczyznę, aby trzymał język za zębami i odwieźli go do domu. Następnie, jak gdyby nigdy nic, odjechali swoim porsche w nieznanym kierunku.
Szybko okazało się, że policjanci dobrze znają obu sprawców. Zarówno Dawid, jak i Kamil byli już wcześniej karani. Co więcej, jeden z nich wyszedł z więzienia zaledwie kilka tygodni wcześniej.
Dawid miał do czynienia z przestępczością od najmłodszych lat. Jego ojciec był niebezpiecznym gwałcicielem i mordercą, który 15 lat wcześniej został skazany za zbrodnię wobec 21-letniej dziewczyny. Ojciec Dawida wraz z przyjacielem porwali ofiarę, a następnie wywieźli ją do opuszczonego domku, w którym ją zgwałcili i zamordowali, po czym próbowali uciec do Niemiec. Ostatecznie zostali skazani na dożywocie.
Dawid i Kamil nie chcieli przyznać się do winy, ale dzięki interwencji prokuratury oraz policji szybko trafili do aresztu. Tam zachowywali się dość osobliwie - czekając na decyzję sądu, na zmianę śmiali się, płakali i krzyczeli. Według niektórych opinii może to wskazywać na silne uzależnienie od narkotyków lub dopalaczy. Niedługo później usłyszeli zarzuty.
To zarzut zabójstwa, zagrożony karą dożywocia, stosowanie gróźb karalnych oraz naruszenie czynności ciała na okres powyżej siedmiu dni. Do zabójstwa się nie przyznają, przyznają się do dwóch pozostałych czynów
- mówił Dariusz Cieślak, prokurator Prokuratury Rejonowej Wrocław Psie Pole, którego słowa cytuje portal tuwroclaw.com.
W czasie śledztwa pojawiły się wątpliwości, czego tak właściwie dotyczył spór między sprawcami a ofiarami. Oskarżeni twierdzili, że chodziło o pożyczkę w wysokości 10 tys. zł, mężczyzna, który przeżył - że o dopalacze. "Gazeta Wyborcza" pisze, że Krystian nimi handlował, ale Dawid miał podejrzewać, że ten "gra na dwa fronty". Miało chodzić o alfa PVP - dopalacz nazywany czasem "narkotykiem zombie".
Sąd nie rozstrzygnął, która z tych dwóch wersji jest prawdziwa. Uznał jednak, że Kamil D. i Dawid P. są winni wszystkich zarzucanych im przestępstw i skazał ich na 15 lat pozbawienia wolności. Wyrok w tej sprawie jest nieprawomocny. Odwołały się od niego obie strony. Sprawę rozpatrzy sąd apelacyjny.