Gdy go złapali, krzyczał, że "chciał zabić Kaczyńskiego". W sądzie trzymał kartkę zapisaną maczkiem

- Jestem przeciw PiS! - krzyczał Ryszard C., gdy został złapany w łódzkim biurze polityków Prawa i Sprawiedliwości. Chwilę wcześniej zaatakował dwie osoby, z których jedna zginęła na miejscu. Opinia publiczna była wstrząśnięta tą śmiercią, a Biuro Ochrony Rządu musiało z dnia na dzień objąć ochroną kilkanaście osób.
Ryszard Cyba podczas rozprawy
Fot. Małgorzata Kujawka / Agencja Wyborcza.pl

19 października 2010 roku w biurze poselskim europosła Janusza Wojciechowskiego oraz posła Jarosława Jagiełły pracowało pięć osób. Tuż przed południem do budynku dawnej fabryki na ulicy Henryka Sienkiewicza 61 w Łodzi wszedł uzbrojony napastnik. Mężczyzna z bronią palną w ręku wdarł się do środka i zaatakował asystenta Wojciechowskiego, Marka Rosiaka. Oddał w jego kierunku kilka strzałów, z których pięć było celnych. Rosiak zginął na miejscu. Nie był to jednak koniec tej tragedii.

Zobacz wideo Kara bezwzględnego dożywocia jest jak kara śmierci. "Populizm penalny"

Zabójca zwrócił się po chwili w stronę Pawła Kowalskiego. Portal tvn24.pl informuje, że napastnik miał przy sobie kilka rodzajów broni. Najpierw zaatakował Kowalskiego paralizatorem, raniąc go w nogi, a następnie nożem, zadając mu dwa ciosy w szyję. Mimo ciężkich obrażeń Kowalski przeżył.

Alarm podniósł portier budynku, który szybko powiadomił straż miejską. Funkcjonariusz, który dotarł na miejsce, zareagował błyskawicznie i zdołał obezwładnić napastnika. Sprawca, którym był Ryszard C., wyraził wówczas swoje antypartyjne poglądy.

Chciałem zabić Kaczyńskiego! Jestem przeciw PiS!

- krzyczał trzymany przez straż miejską, o czym pisała "Rzeczpospolita". Niedługo później został przekazany w ręce policji.

Kim był zabójca Marka Rosiaka? Według biegłych miał ograniczone procesy myślowe

Śmierć Marka Rosiaka wywołała ogromne poruszenie w społeczeństwie. Wstępne czynności w tej sprawie przeprowadzili prokuratorzy z Prokuratury Rejonowej Łódź-Śródmieście, jednak ostatecznie przejął ją V Wydział Śledczy Prokuratury Okręgowej w Łodzi.

Media informowały, że w czasach PRL Ryszard C. zajmował się handlem walutami. W 1999 roku wyjechał do Kanady, gdzie mieszkał przez dłuższy czas. Zdobył też kanadyjskie dokumenty. Po powrocie do Polski zamieszkał w Częstochowie i zaczął pracę jako taksówkarz. Prowadził samotniczy tryb życia. Wydarzenia z lipca 2010 roku okazały się dla niego punktem zwrotnym. Niedługo przed przeprowadzeniem ataku na biuro polityków PiS sprzedał dom i samochód, a następnie wymeldował się i wyjechał z Częstochowy do Łodzi. Według doniesień prasowych dzień przed atakiem mógł być w miejscu zbrodni. Prawdopodobnie chciał zapoznać się z układem pomieszczeń.

Niezwykle kontrowersyjne okazały się informacje o rzekomym członkostwie Ryszarda C. w klubie Platformy Obywatelskiej. Partia poinformowała jednak, że mężczyznę wykreślono z listy członków w styczniu 2006 roku ze względu na nieaktywność i zaleganie ze składkami.

Ryszard C. został oskarżony o dokonanie zabójstwa i usiłowania zabójstwa, a następnie poddany badaniom psychiatrycznym. Biegli sądowi określili jego postawę jako silnie egoistyczną i egocentryczną. Wykazali także że mężczyzna nie przejawia żadnej akceptacji dla odmiennych poglądów. Prokuratura poinformowała z kolei, że zbrodnia była związana z przynależnością partyjną obu ofiar.

C. przyznał się do winy, ale ostatecznie odmówił składania wyjaśnień. Po badaniach psychiatrycznych i psychologicznych został przewieziony do oddziału szpitalnego zakładu karnego. Jego proces rozpoczął się 24 listopada 2011 roku. Sąd wyłączył jawność rozprawy. Ostatecznie Ryszard C. został skazany na karę dożywotniego pozbawienia wolności z możliwością ubiegania się o warunkowe przedterminowe zwolnienie po 30 latach. Oprócz tego został pozbawiony praw publicznych na 10 lat. Sąd nałożył też na niego obowiązek wypłaty zadośćuczynienia dla rodzin ofiar.

Podczas rozprawy C. trzymał kartkę, którą pokazał dziennikarzom. Napisał na niej m.in., że chce przeprosić pokrzywdzonych, ale winą za to, co się stało, obarcza PiS. Nazwał też Polskę "dzikim krajem" i stwierdził, że w więzieniu żyje się łatwiej niż na wolności.

Atak na biuro polityków PiS miał swoje konsekwencje. W odpowiedzi na to tragiczne zdarzenie Biuro Ochrony Rządu podjęło środki bezpieczeństwa wobec kilkunastu osób. Nie byli to jednak tylko politycy. Szef BOR zaznaczył, że sytuacja ta odznaczała się bardzo wysoki poziom zagrożenia, co zmusiło do objęcia ochroną wielu osób z dnia na dzień.

Upamiętnienie Marka Rosiaka. Prezydent go odznaczył

Marek Rosiak, który został zastrzelony podczas tragicznej napaści, był postacią cenioną w kręgach politycznych. W biurze europosła PiS pełnił kluczową rolę dla organizacji pracy oraz spraw administracyjnych. Wśród swoich współpracowników był znany z sumienności i zaangażowania. Odpowiadał za wszelkie pisma i dokumentację, prowadził też rozmowy z ludźmi odwiedzającymi biuro poselskie.

Nie chciał kandydować w żadnych wyborach. Mówił, że to jest zadanie dla młodych, a nie dla politycznych dinozaurów takich jak on. Wolał zajmować się czarną robotą, czyli pracą organizacyjną. Był w tym znakomity

- opowiadał łódzki radny PiS Czesław Telatycki, którego słowa przytacza "Rzeczpospolita"

Prezydent Bronisław Komorowski odznaczył pośmiertnie Marka Rosiaka Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski za jego osiągnięcia społeczne i zawodowe.

Więcej o: