Karol K. był uczniem gimnazjum. W szkole miał problemy, bo często opuszczał zajęcia, ale w stosunku do znajomych był koleżeński. Z czasem trafił do hufca pracy, jednak nie udało mu się tam utrzymać. Został wyrzucony, więc znowu zaczął naukę w gimnazjum. Ponownie nie ukończył szkoły.
Katechetka oceniła nastolatka jako "zaniedbanego emocjonalnie". Na to, z jakimi problemami mierzył się chłopak, miało wpływ miejsce, w którym się wychowywał. Opisywana kamienicy przy ul. Ugory 18 nie należała do przyjaznych. Nawet jej mieszkańcy obawiali się o swoje bezpieczeństwo. Jedyny respekt młodzież czuła przed panią Łucją.
Oni po prostu nie chcieli, żebym wzywała policję. Poza mną nikt inny tu nosa za próg nie wystawi, a co dopiero poskarży się policji. Jezu, ile oni pili. I tacy młodzi
- opowiadała pani Łucja w rozmowie z "Expressem Bydgoskim".
Kobieta była jedyną osobą, która miała odwagę, aby wytykać nieodpowiednie zachowanie młodzieży. Inni mieszkańcy woleli się nie odzywać, żeby nie narażać się młodym przestępcom. Nastolatkowie malowali graffiti i podpalali dzwonki przed mieszkaniami. Przesiadywali na klatkach, ale później przenieśli się do pralni, w której rozpalili ogień. Z tego powodu ponownie wrócili na klatkę schodową, na której urządzali libacje alkoholowe.
Obok kamienicy znajduje się dom parafialny. Mieszkający tam duchowny często musiał interweniować. Jednym z powodów było handlowanie narkotykami w pobliżu kościoła.
Wiele razy musieliśmy wzywać policję. Problem w tym, że ci młodzi ludzie muszą chcieć się zmienić. Ale nie chcą
- mówił ksiądz cytowany przez "Express Bydgoski".
Ta młodzież nie ma żadnych zahamowań. Odbywające się śluby traktuje jak interes - robią nowożeńcom bramy i wymuszają butelki z alkoholem
- opowiadały dziennikarzom parafianki.
Karol K. był jednym z takich "trudnych" nastolatków. Miał zaledwie 17 lat, a jego kartoteka już była wypełniona licznymi przewinieniami.
Był wielokrotnie karany przez sąd dla nieletnich, między innymi za napady rabunkowe i pobicia
- mówił z kolei prokurator Leon Bojarski.
Karol K. mieszkał w kamienicy ze swoją rodziną. Nad nimi żyła 61-letnia Ewa i jej 59-letni konkubent Zenek. Mężczyzna był alkoholikiem, stałym bywalcem izby wytrzeźwień. Często się awanturował i stosował przemoc wobec swojej partnerki. Ewa była "ciocią" Karola. Starsza kobieta była dla nastolatka bliską osobą, często gościła go u siebie na obiedzie, a chłopak pomagał jej w pracach fizycznych. Wielokrotnie bronił też "ciocię" przed atakami agresywnego Zenka.
23 listopada 2008 roku po kolacji do mieszkania Ewy zapukał Karol. Był pod wpływem alkoholu.
Nie chciałam, żeby wchodził, bo był pijany, ale nalegał. Chciał pić z Zenkiem. Przyniósł butelkę
- relacjonowała pani Ewa, której słowa przywołuje "Express Bydgoski".
Nastolatek w końcu wszedł do mieszkania sąsiadów i zaczął się awanturować. Rzucił popielniczką, rozbił szybę w oknie, a także szklany stolik. Kobieta próbowała go uspokoić, ale dostała od nastolatka cios w twarz. Wystraszona Ewa wyszła z mieszkania, zamykając za sobą drzwi. Prosiła sąsiadów o wezwanie policji, jednak nikt nie zareagował. Z lokalu zaczęły dochodzić niepokojące krzyki i dźwięki przewracanych mebli.
Policja przyjechała na miejsce około godziny 20. Kiedy funkcjonariusze weszli do mieszkania, zobaczyli nastolatka siedzącego przy wejściu. W pokoju leżały zakrwawione zwłoki Zenka z roztrzaskaną czaszką.
Awantura w kamienicy przy ul. Ugory skończyła się tragicznie. W chwili zabójstwa Karol K. miał prawie trzy promile alkoholu. Taki wynik pojawił się na ekranie alkomatu, którym został zbadany nastolatek.
Do mieszkania 61-letniej kobiety przyszedł 17-letni sąsiad, który wdał się w kłótnię z 59-letnim konkubentem kobiety. Podczas awantury 17-latek pobił mężczyznę i kilkakrotnie uderzył nożem w okolice twarzy i głowy. W tym czasie przerażona właścicielka wybiegła z mieszkania, zamykając w nim sprawcę
- relacjonowała Ewa Przybylińska, rzeczniczka Komendy Miejskiej Policji, cytowana przez "Gazetę Pomorską".
Mieszkańcy kamienicy twierdzili, że nastolatek zabił Zenona, aby obronić Ewę, która wielokrotnie była przez niego maltretowana.
Codziennie dochodziło do awantur. Pili razem. Zenek ją regularnie bił. Nawet za nią siedział, bo podciął jej gardło nożem. Kilkanaście razy łamał jej nos, nogi i ręce
- opowiadali mieszkańcy, z którymi rozmawiali dziennikarze "Gazety Pomorskiej".
Brat Karola zapewniał, że nastolatek zawsze był gotowy, aby pomóc swojej sąsiadce. Kiedy słyszał krzyki i wzywanie pomocy, biegł do sąsiedniego mieszkania, aby obronić Ewę przed agresywnym mężczyzną. Policja często interweniowała.
Przynajmniej trzy razy w tygodniu wywozili Zenka do izby wytrzeźwień. A pani Ewa ciągle go wpuszczała do mieszkania i pozwalała się maltretować
- mówili sąsiedzi w rozmowie z "Gazetą Pomorską".
Nastolatek mimo młodego wieku odpowiedział przed sądem jako osoba dorosła. Karolowi został postawiony zarzut zabójstwa.