Chory na białaczkę Grzegorz i wolontariuszka Kamila poznali się w wakacje w 2010 r. w Uniwersyteckim Centrum Medycznym w Gdańsku. Mężczyzna czekał na dawcę szpiku do przeszczepu. Kobieta dodawała mu otuchy. Kiedy operacja się udała i Grzegorz wyszedł ze szpitala, znajomość z Kamilą rozwinęła się, ale nie na długo. Agresywne i impulsywne zachowania mężczyzny sprawiły, że kobieta nie chciała się z nim więcej widywać. Grzegorz zaplanował morderstwo.
6 listopada 2011 roku Kamila poinformowała rodziców, że wychodzi na spotkanie. Wyszła z domu około godziny 14. Kiedy długo nie wracała, rodzina zaczęła się martwić. Dziewczyna nigdy wcześniej nie znikała bez śladu, zawsze informowała o późniejszym powrocie. Kolejnego dnia zrozpaczeni rodzice po bezskutecznej próbie kontaktu z córką poszli na komisariat, aby zgłosić zaginięcie. Podczas rozmowy z policjantami podali nazwisko Grzegorza, którego obawiała się ich córka.
Funkcjonariusze przyjęli zawiadomienie i rozpoczęli poszukiwania. Z rozmów ze świadkami wynikało, że dziewczyna po wyjściu z domu poszła do sklepu, aby spotkać się z mężczyzną. Następnie wsiadła z nim do samochodu i odjechała. Policjanci zdecydowali o obejrzeniu nagrań z kamer monitoringu, aby potwierdzić te informacje. Z materiału wideo wynikało, że samochód z dwiema osobami ruszył drogą w stronę Kościerzyny około 14:30. Godzinę później kamery zarejestrowały ten sam pojazd, jednak w jego wnętrzu był już tylko kierowca. Funkcjonariusze zatrzymali Grzegorza G., który prowadził samochód, do którego wsiadła Kamila. Okazało się, że mężczyzna w przeszłości był już kilkakrotnie karany za rozboje, kradzieże i przemoc.
Przesłuchanie okazało się niezwykle trudne. Mężczyzna nie chciał współpracować i zachowywał się w sposób arogancki i cyniczny. Twierdził, że nie ma nic wspólnego z zaginięciem Kamili. Przyznał, że jechał z nią samochodem, jednak miał ją tylko podwieźć na spotkanie z kimś innym. Mówił, że nie wie, co później stało się z kobietą. Na jego dłoniach zauważono jednak ślady zadrapania. Pobrano próbki spod jego paznokci, dzięki czemu odkryto ślady DNA zaginionej.
Po zatrzymaniu Grzegorza śledczy przeszukali jego samochód. Podczas badań technicy odkryli ślady krwi, które okazały się należeć do zaginionej. Jej ślady biologiczne znaleziono na wszystkich siedzeniach, nie były to małe ilości. Mężczyzna tłumaczył, że krew Kamili znalazła się w jego samochodzie, bo kobieta zmieniała podpaskę. Później zmienił zeznania i stwierdził, że zaginiona dostała poważnego krwotoku z nosa. Mężczyzna został zatrzymany pod zarzutem uprowadzenia i zamordowania Kamili, jeszcze zanim odnaleziono ciało kobiety.
Podejrzany nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. (...) Nie udało się dotąd odnaleźć zwłok i ustalić miejsca, w którym kobieta została zamordowana. Mamy jednak zgromadzone inne dowody, z których wynika, że na pewno doszło do tej zbrodni. Zabezpieczono między innymi różnego rodzaju ślady kryminalistyczne. Część z nich została już potwierdzona w laboratorium, a część jest jeszcze badana
- mówił Cezary Szostak z Prokuratury Gdańsk-Oliwa, cytowany przez Onet.
15 listopada śledczy odnaleźli ciało zaginionej Kamili. Zwłoki były zakopane w płytkim grobie w lesie w okolicy Żukowa. Funkcjonariusze dotarli do niego, wykorzystując dane z logowania telefonów komórkowych kobiety i mężczyzny, dzięki którym mogli zawęzić teren poszukiwań.
Codziennie kilkudziesięciu gdańskich policjantów przy wsparciu funkcjonariuszy z ościennych jednostek i komendy wojewódzkiej przeczesywało okolice tej trasy. Wczoraj rano w lesie w pobliżu Żukowa kryminalni znaleźli zwłoki zaginionej 23-letniej Kamili z Gdańska
- informowała w komunikacie Komenda Miejska Policji w Gdańsku.
Według śledczych do morderstwa doszło w samochodzie Grzegorza. Obecność mężczyzny w miejscu znalezienia zwłok potwierdziły badania gleby z mogiły i próbki spod butów zatrzymanego. Wyniki potwierdziły, że próbki są takie same.
Ciało zaginionej kobiety poddano sekcji. Badania wykazały wiele uszkodzeń na twarzy kobiety, prawdopodobnie powstałych w wyniku pobicia. Przyczyną śmierci kobiety było uduszenie, na co wskazywało m.in. złamanie krtani i wybroczyny spojówek. Na szyi Kamili widniała bruzda. Zwrócono uwagę, że ślad znajdował się z przodu, co oznaczało, że sprawca musiał stać za nią i ją dusić. Prawdopodobnym narzędziem zbrodni był pasek.
Pod paznokciami Kamili wykryto ślady DNA. Znaleziono również plamy krwi, których badania wykazały dwa różne DNA. Jedno z nich należało do aresztowanego mężczyzny. Przez ten fakt zaczęto podejrzewać, że w zbrodni brała udział jeszcze jedna osoba. Rozwiązaniem anomalii okazała się informacja o tym, że Grzegorz miał za sobą przeszczep szpiku kostnego. Okazało się, że proces leczenia białaczki nie przebiegł prawidłowo. W wyniku komplikacji komórki zaczęły się odradzać, co doprowadziło do sytuacji, w której jedna osoba może mieć dwa materiały genetyczne - własne i dawcy. Takie osoby nazywane są chimerami genetycznymi.
Śledztwo zakończyło się w październiku 2012 roku. W tym czasie Grzegorz został poddany obserwacji biegłych psychiatrów. Lekarze stwierdzili, że oskarżony jest osobą w pełni poczytalną. Proces w sprawie morderstwa Kamili rozpoczął się w styczniu 2013 roku.
Zanim oskarżony trafił na salę sądową, wielokrotnie zmieniał obrońców. Kiedy proces się rozpoczął, Grzegorz razem z adwokatem robili wszystko, aby rozciągnąć sprawę w czasie. Oskarżony nie przyznawał się do winy, a jego obrońca twierdził, że zebrane dowody są zaledwie poszlakami, na podstawie których nie można skazać jego klienta.
W czasie procesu wielokrotnie podnoszono kwestię kondycji fizycznej Grzegorza. Adwokat oskarżonego był zdania, że mężczyzna jest schorowanym człowiekiem, który nie byłby w stanie zamordować Kamili, a następnie zakopać jej w lesie.
To bardzo schorowany człowiek po białaczce i przeszczepie szpiku. Gdy doszło do tej zbrodni, był na dodatek chory na półpasiec i miał podejrzenie zapalenia opon mózgowych. Wyszedł ze szpitala właśnie tego dnia, ale nadal bardzo bolał go kręgosłup i ledwo się ruszał. Dysponujemy dokumentacją medyczną, która to potwierdza
- mówił Kacper Najder, obrońca Grzegorza, cytowany przez "Gazetę Wyborczą".
W opinii biegłych oskarżony mimo trudnej sytuacji zdrowotnej był na tyle silny, że mógł dopuścić się okrutnej zbrodni. Grzegorz przeciągał ogłoszenie wyroku zadawaniem licznych pytań do świadków i biegłych. Wśród zeznań znalazły się m.in. wypowiedzi współwięźniów oskarżonego, którzy twierdzili, że mężczyzna przyznał się do winy.
Grzegorz G. przyznał mi się wielokrotnie do tego, że zabił swoją dziewczynę. To było wtedy, gdy zostawaliśmy w celi we dwójkę. Czasem jedliśmy jakieś tabletki i wtedy Grzegorz się otwierał
- twierdził więzień cytowany przez Wirtualną Polskę.
W 2015 roku Sąd Okręgowy w Gdańsku skazał Grzegorza G. na dożywocie za zabójstwo Kamili. Motywem morderstwa miała być zemsta z powodu rozstania. Oskarżony nie pojawił się na sali rozpraw w momencie ogłaszania wyroku z powodu złego samopoczucia.
Oskarżony działał z zamiarem bezpośrednim pozbawienia życia Kamili. Zrobił to osobie dla niego życzliwej, pomagającej. Nie bez znaczenia jest również fakt, że oskarżony nie docenił tego, że ktoś mu wcześniej darował życie poprzez oddanie szpiku kostnego, a przeszczep się udał. Nie ma szans na jego resocjalizację
- uzasadnił sędzia, którego słowa przytacza Onet.
Od samego początku tak jak nie zgadzałem się z oskarżeniem, tak nie zgadzam się z tym wyrokiem. W mojej ocenie nie ma dowodów, które by potwierdzały jego winę. On tego przestępstwa nie popełnił. Sąd nie dopuścił do sprawy bardzo wielu dowodów, które by wyeliminowały wiele przesłanek, na których sąd oparł swój wyrok
- mówił Kacper Najder, obrońca oskarżonego, cytowany przez TVN24.
Grzegorz G. nie doczekał uprawomocnienia wyroku. Jak podaje portal Trójmiasto.pl, mężczyzna zmarł w areszcie w listopadzie w 2016 roku. Zgodnie z prawem Sąd Apelacyjny w Gdańsku uchylił wyrok i umorzył postępowanie.