Polacy często dzielą się na dwa obozy — tych, którzy uwielbiają rodzynki w serniku i tych, którzy nie zjedzą ciasta w święta z tym dodatkiem. Niepozorne suszone winogrona mogą przyczyniać się do rodzinnych sporów i braku porozumienia wśród domowników. Która wersja sernika jest lepsza? Jakiś czas temu przeprowadzono specjalne badanie.
Więcej podobnych artykułów przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl
Rodzynki są suszonymi winogronami bez pestek. Wykłada się je na specjalnych blachach, a powstają dzięki naturalnemu wysychaniu na słońcu. Oprócz tego można też zrobić je w specjalnie do tego przygotowanym piecu. Zazwyczaj kojarzymy rodzynki w kolorze brązowym, jednak jest też odmiana złota i sułtańska (pochodzą z tureckiej, zielonej odmiany winogron). Winogrona po wysuszeniu wciąż zawierają wiele wartości odżywczych, ale charakteryzują się większą zawartością przeciwutleniaczy. Mogą mieć też mniejsze ilości witaminy C.
Trudno stwierdzić, kto pierwszy wpadł na pomysł dodawania do sernika rodzynek. Możliwe, że stanowiły swego rodzaju eksperyment, który się przyjął i zasmakował wielu Polakom. Rodzynki zawierają wiele polifenoli i kwasów fenolowych, co wspomaga wchłanianie wolnych rodników. Jak podaje portal "Medonet" zaleca się, by dziennie spożywać około 45 g tego produktu. Jak podaje zaś Departament Rolnictwa Stanów Zjednoczonych, taka ilość ma około 129 kalorii i wiele korzystnych składników, takich jak witamina C, wapń, żelazo, magnez, potas, fosfor i sód. Jakiś czas temu agencja SW Research przeprowadziła badanie dotyczące rodzynek. Okazało się, że 36 procent badanych je lubi, 35 procent nie ma preferencji i rodzynki są im obojętne, a 29 procent nie akceptuje takiego dodatku do sernika. Można więc wywnioskować, że większa ilość osób woli ciasto z rodzynkami niż bez. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, by dostosowywać sernik do indywidualnego gustu naszych gości, a nawet pokusić się o upieczenie dwóch wersji.