Kaseta VHS, wymuszony seks i gangsterski Szczecin. Sprawa Arkadiusza Kraski to dla sądów gorący kartofel

- Były nawet myśli samobójcze. (...) Wsadzili mnie do celi, gdzie się ruszać nie mogłem, klaustrofobicznej. Można w nich zwariować - opowiadał Arkadiusz Kraska, który wyszedł z więzienia po 20 latach, a mógł w nim spędzić całe życie. Kraska został kazany za podwójne zabójstwo i choć są dowody, które wskazują na jego niewinność, to na początku lat 2000. ani prokuratura, ani sądy nie chciały o tym słyszeć.
Arkadiusz Kraska przed Sądem Najwyższym w Warszawie, 9 lipca 2019 r. (Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Gazeta)
Arkadiusz Kraska przed Sądem Najwyższym w Warszawie, 9 lipca 2019 r. (Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.pl)

W 2001 roku Arkadiusz Kraska został skazany przez Sąd Okręgowy w Szczecinie na dożywocie za przypisane mu podwójne zabójstwo. Do zdarzenia doszło 8 września 1999 roku na stacji benzynowej przy ul. Kopernika. Osobami zamordowanymi byli znani policji złodzieje samochodów Marek Cisoń i Robert Sajdak. Trzy dni później zatrzymano Kraskę, ale wypuszczono go przez brak dowodów. Minęły dwa dni i policjanci wrócili z portretem pamięciowym. Kraska znów został zatrzymany. Śledztwo i rozprawa ciągnęły się dwa lata. Całość od samego początku wydawała się niejasna, a postępowanie sądu wręcz niezrozumiałe. Kraska pisał listy do dziennikarzy, składał wnioski do Sądu Najwyższego, ale nie przynosiło to efektów. Aż w końcu - po 20 latach - jednej osobie udało się dowieść, że wymiar sprawiedliwości popełnił koszmarny błąd.

Zobacz wideo Kara śmierci nie wróci. A może kara progresywna? Naukowiec mówi o tym pierwszy raz

Dowody niewinności Kraski zebrała prokuratorka Barbara Zapaśnik z Prokuratury Regionalnej w Szczecinie. Kluczowa dla sprawy okazała się taśma VHS z materiałem nagranym przez kamery w pobliżu miejsca zbrodni. W czasie procesu trwającego dwa lata uznano ten dowód za niewiarygodny, ponieważ nagranie miało być niewyraźne.

Oględzinom poddano kasetę wideo (...) Jest to standardowa kaseta wideo wykonana z tworzywa sztucznego w kolorze czarnym. Po odtworzeniu kasety na standardowym magnetowidzie widnieje zapis magnetyczny obejmujący okres zdarzenia w dniu 08.09.1999 roku i okresy przyległe wstecz i po zdarzeniu. Zapis jest w kolorze czarno-białym wykonany w longplay. Przedstawia obraz stacji z ujęcia dwóch kamer umiejscowionych od strony kościoła i wyjazdu ze stacji. Obraz przekazywany jest automatycznie z kamery lewej do prawej i odwrotnie. Rzuty obrazu trwają kilka sekund. Na obrazie widoczny jest teren stacji, parkujące na niej samochody i przemieszczający się i stojący na niej ludzie. Pod koniec zapisu widoczne są dwie osoby wbiegające na trawnik położony na stacji przy ulicy Kopernika i kładące się na podłożu. Pod koniec widoczne są radiowozy

- tak tamto zdarzenie ze wspomnianej kasety VHS opisali śledczy, o czym pisaliśmy na portalu Weekend.Gazeta.pl.

Wspomniana kaseta leżała w sądowym magazynie dowodów rzeczowych przez blisko 20 lat. Nie upomniał się o nią nikt, oprócz Arkadiusza Kraski. Materiał wideo zawdzięcza drugie życie prokuratorce Barbarze Zapaśnik. To dzięki niej nagranie zostało opisane po raz kolejny, a protokół z oględzin wydłużył się więc z kilku zdań do blisko 200 stron. W ten sposób Zapaśnik udowodniła, że strzały padły z zupełnie innego kierunku, niż ten, który wskazywali świadkowie. Dziś wiemy, że strzały do Cisonia oddano z parku, zza czarnego mercedesa, który posiadał widoczne numery rejestracyjne. Minęło 16 sekund od drugiego strzału w Cisonia i upadł też Sajdak, który spojrzał w stronę pojazdu. On również został trafiony dwukrotnie. 

Dowód na niewinność Kraski sąd miał pod nosem, ale mimo to skazał niewinnego człowieka. Zastanawiające jest też zachowanie sędziego Macieja Strączyńskiego, którego o sprawę Kraski pytali dziennikarze Onetu. 

Przed oficjalnym nagraniem sędzia pamięta fakty, a nawet nazwiska świadków z tamtej sprawy. W trakcie nagrania pamięć sędziego zanika

- mówi lektor w materiale "20 lat za darmo".

- Nie pamiętam w tej chwili czy strzały oddano z broni z tłumikiem czy nie, nie pamiętam w tej chwili, co wykazała wizja, aczkolwiek z tego co wiem, broni nie było, więc wizja lokalna nie mogła wykazać, czy była to broń z tłumikiem czy nie, zatem nie jestem w stanie panu w tej chwili odpowiedzieć, czy świadkowie incognito zeznawali w tym momencie na temat tłumika. W tej sprawie było nagranie z monitoringu, natomiast nie było ono dowodem jedynym i kluczowym, dlatego że sąd patrzył na całość dowodów - tłumaczył sędzia Strączyński.

Ewa Ornacka, autorka książki "Wrobiony w dożywocie. Sprawa Arkadiusza Kraski", dotarła z kolei do prokuratora Zbigniewa Kałużnego, który zajmował się tą sprawą na początku lat 2000. W 2016 roku zapytała o jej przebieg, ale w odpowiedzi usłyszała jedynie, że Kałużny "właściwie sprawy nie pamięta".

Miała zeznać, że Kraska jest niewinny. "Zamiast świadkiem obrony została świadkiem oskarżenia"

Istotną rolę w historii Kraski odegrała Izabela, koleżanka Mireli, czyli ówczesnej partnerki oskarżonego. Kobieta twierdziła, że była na miejscu zbrodni i wszystko widziała. Iza obiecała Mireli, że opowie o wszystkim policjantowi, ale po spotkaniu z nim stała się nieuchwytna. 

Z czasem zrozumiałam dlaczego - zamiast świadkiem obrony została świadkiem oskarżenia. Już po wyroku tłumaczyła mi, że to policjanci wymusili na niej całkiem inne zeznania

- czytamy w książce Ewy Ornackiej pt. "Wrobiony w dożywocie. Sprawa Arkadiusza Kraski".

To nie koniec. Jeden za policjantów wskazywał, że według świadka zabójstwa dokonano przy wejściu do pasażu handlowego, podczas gdy cała akcja rozegrała się około 100 metrów dalej. Ornacka dostrzegła jeszcze dużo więcej nieprawidłowości. Wśród nich m.in. zeznania innego świadka, który nie mógł widzieć zabójcy Cisonia i Sajdaka, ponieważ z miejsca, w którym zeznał, że przebywał, widok zasłaniał mu baner reklamowy. Nie zgadzają się też zeznania dotyczące narzędzia zbrodni.

Świadkowie mówili, że sprawca posługiwał się bronią z tłumikiem. Tymczasem ekspertyza balistyczna jednoznacznie wykazała, że strzelano z broni bez tłumika. No i protokół z miejsca zdarzenia tak naprawdę bardziej przypomina kolorowy przewodnik turystyczny po centrum Szczecina niż dokument z miejsca podwójnej zbrodni

- opowiadała Ornacka.

Policjanci i schadzki w hotelu Gryf. "Tylko ten człowiek mógł zlecieć to zabójstwo"

Onet informował, że Kraska znał policjantów, którzy zatrzymali go ponad 20 lat temu. Widywał ich w agencji towarzyskiej, gdzie pracował jako ochroniarz.

Co najmniej raz w miesiącu lokal oddawano do ich wyłącznej dyspozycji. Funkcjonariusze pili do upadłego i korzystali z usług prostytutek. Wszystko za darmo

- czytamy.

Zaprzyjaźnieni z przestępcami policjanci bywali także w pokojach hotelu Gryf, nieopodal Prokuratury Okręgowej w Szczecinie. Jego właścicielem był mężczyzna, którego powiązano m.in. ze sprawą zabójstwa rezydenta białoruskiej mafii w Polsce. Dziennikarze Onetu wskazywali, że według ich informatora jest to jedyna osoba, która mogła zlecić zabójstwo Cisonia i Sajdaka, nie ponosząc jednocześnie żadnych konsekwencji, a to dzięki "rozległym znajomościom", które nawiązał w latach 90., a które "dziś procentują". 

Pokoje w hotelu Gryf poza wygodnymi łóżkami wyposażono w ukryty monitoring. Swego czasu głośno było o taśmach z udziałem policjantów, 'trzech muszkieterów' z prokuratury i ekscesach byłego już sędziego. Sędzia lubił trójkaty, odgrywał w nich rolę kochanka przyłapanego z 'mężatką' przez 'zdradzanego męża'

 - powiedział informator.

Kraska zdobył portret pamięciowy sprawcy. "Dwa tygodnie później zostałem skazany"

Zanim zapadł wyrok, Kraska czuł, że nie uda mu się obronić przed sądem.

Pamiętam, jak dwa tygodnie przed ogłoszeniem wyroku zdobyłem portret pamięciowy sprawcy. Zgłosiłem to jako wniosek, żeby świadkowie incognito jeszcze raz porównali ten portret ze mną. Bo ten człowiek z portretu wyglądał całkiem inaczej niż ja. I ten świadek incognito, który mówił, że to ja, że on nie ma żadnych wątpliwości, kto zabił, powiedział wtedy krótko: zabójcą jest ten człowiek z portretu pamięciowego, a nie ten, który siedzi na ławie oskarżonych. Dwa tygodnie później zostałem skazany na dożywocie

 - powiedział w rozmowie z Onetem.

Okazało się, że portret pamięciowy był bardzo dokładny i wskazywał jednego ze sprawców ataku na Cisonia i Sajdaka. Rozpoznała go m.in. dr Ewa Kramarz - biegła psychiatra, pracująca w szczecińskim areszcie. - Był u mnie na oddziale w charakterze sprzątającego. Ciągle nas podsłuchiwał, a gdy go na tym złapano stawał w kącie i głupkowato się uśmiechał. - powiedziała Onetowi.

Gdy Kraska siedział już w więzieniu, Barbara Zapaśnik opisała dokładnie, jak policjanci zacierali ślady, zrzucając na niego winę - przesunęli miejsce zbrodni, podrzucili łuski po nabojach, sfałszowali protokoły zeznań, usunęli z nich nazwiska naocznych świadków. Ofiarą działań policjantów stała się też wspomniana już Mirela, ówczasna partnerka Kraski. Spotkała się z policjantem, któremu miała powiedzieć, co wie. 

To był ten sam funkcjonariusz, który przyjechał po Izabelę i zabrał ją na przesłuchanie do Komendy Wojewódzkiej. Od początku wyczuwałam jego negatywne nastawienie do mnie. W mieszkaniu, gdzie mieliśmy porozmawiać, zorientowałam się, że zaciągnął mnie tam na seks i bez tego nawet nie będzie mnie słuchał. Policjant zaproponował mi drinka, ale odmówiłam, chcąc mieć to szybko z głowy. Wykorzystał mnie seksualnie, przy czym nie musiał używać siły. Sytuacja była czytelna, wiedziałam, że stawianie oporu nic nie da. Poddałam się, byłam bez szans. Ostentacyjnie położył broń przy mojej głowie, czym mnie skutecznie zastraszył. Co 10 minut dzwonił telefon stacjonarny. Policjant podnosił słuchawkę i mówił tylko, że 'jest OK'. Widać ktoś sprawdzał, czy wszystko przebiega według planu. (…) Uświadomił mi bez ogródek, że dla dobra własnego i dziecka mam siedzieć cicho i w ogóle nie wracać do sprawy strzelaniny

- czytamy w książce "Wrobiony w dożywocie".

Kraska wyszedł na wolność. To nie był jednak koniec zwrotów akcji

Od 1999 do 2019 roku Kraska przebywał w więzieniu. Dopiero po wyjściu opowiedział, co działo się z nim w tamtym czasie. Niektóre wyznania są niezwykle wstrząsające.

Były nawet myśli samobójcze. Przez pierwsze lata cały czas siedziałem sam na e-Nkach (oddziały dla niebezpiecznych więźniów - dop.red.). Wsadzili mnie do celi, gdzie się ruszać nie mogłem, klaustrofobicznej. Można w nich zwariować. Wtedy pojawiły się myśli samobójcze, żeby coś zrobić. Wszystko mi się wtedy popieprzyło. Było strasznie źle ze mną. Miałem takie myśli, żeby wziąć paliwo i podpalić się gdzieś na komisji czy u oddziałowego na dyżurce. To miała być moja forma protestu. Miałem nawet wszystko przygotowane 

- mówił w rozmowie z Onetem.

Wiosną 2019 roku prokuratorka Barbara Zapaśnik złożyła w Sądzie Najwyższym wniosek o wznowienie postępowania w sprawie zabójstwa oraz uniewinnienie Kraski. SN wypuścił wówczas Kraskę na wolność i wstrzymał wykonanie kary. W czerwcu 2019 roku prokuratura wycofała własny wniosek o uniewinnienie Kraski i domagała się jedynie uchylenia wyroku i nowego procesu. Niedługo później wycofała się także z tego. W sprawie stanowisko zajęła Prokuratura Krajowa, która uznała, że nie ma żadnych dowodów na to, że Kraska został skazany niesłusznie. Sąd Najwyższy wznowił wówczas postępowanie i uchylił wyrok Sądu Okręgowego w Szczecinie skazujący Kraskę na dożywocie. Skierował też sprawę do ponownego rozpoznania w tym samym sądzie, ale ten nie chciał się nią zająć. Sprawa Kraski została przeniesiona ze Szczecina do Poznania, a stamtąd do Lublina. "Gazeta Wyborcza" wskazuje, że ciągu czterech lat nie udało jej się dowieść, by doszło do spisku gangsterów z policją.

Arkadiusz Kraska po wyjściu z więzienia wrócił do rodziny. Zapowiadał, że chce zorganizować wesele, bo gdy przebywał za kratkami jemu i jego partnerce udało im się jedynie wziąć ślub. Oprócz tego wskazyywał, że chce też pomagać niesłusznie skazanym. Co sprawiło, że Kraska przez te 20 lat wytrzymał za kratkami?

Walka z nimi, walka z systemem. Wiedziałem, że nie mogę się poddać, bo co mi po tym, że np. w więzieniu będę kimś, skoro na wolności są ludzie, którzy śmieją się, że siedzę za frajer. Najbardziej chciałbym, żeby za te stracone 20 lat zapłacili ci, którzy mi ten los zgotowali. Tak byłoby najsprawiedliwiej. I o to będę walczył na pewno

- powiedział w reportażu "20 lat za darmo".

Więcej o: