Zakochał się w Magdzie na zabój. Pozbył się rywala w najgorszy z możliwych sposobów

Jacek K. przez dłuższy czas próbował pozbyć się swojego rywala. Regularnie dosypywał mu do kawy "truciznę", ale to nie zabiło Artura. Gdy chorobliwie zazdrosny mężczyzna zrozumiał, że jego metoda nie działa, wpadł na inny pomysł. Plan zabójcy się powiódł, lecz to, co zrobił, nie uszło mu na sucho.
Policja w lesie (zdjęcie ilustracyjne)
Fot. Tomasz Kamiński / Agencja Wyborcza.pl

Jacek K. był w związku z Magdaleną S., lecz relacja ta nie przetrwała próby czasu. Mężczyzna nie chciał przyjąć tego do wiadomości, dlatego próbował po raz kolejny zdobyć serce dawnej ukochanej, żeby wciąż żyć u jej boku. Para w czasie trwania związku doczekała się dziecka. Był to drugi raz, kiedy to Magdalena S. została matką. Jacek K. z chęcią wychowywał dwójkę pociech, jednak pewnego dnia Magdalena kazała mu się wyprowadzić. Okazało się, że kobieta przestała go kochać i znalazła sobie innego. Portal swidniczka.com pisze, że nowym partnerem Magdaleny S. został Artur S., który wprowadził się do niej w lutym 2010 roku.

Zobacz wideo Policjanci z "Archiwum X" doprowadzili do zatrzymania podejrzanego o popełnienie morderstwa sprzed 23 lat.

Jacek K. nie mógł znieść rozstania, lecz wyprowadził się - tak jak tego chciała Magdalena. Fakt, że konkubina miała dawać mu nadzieję na powrót, w ogóle nie pomagał. Zdesperowany mężczyzna zdecydował się na podjęcie drastycznych kroków.

Więcej podobnych artykułów przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl

Odwiedzał dzieci, a jednocześnie "podtruwał" rywala. Gdy plan zawiódł, wymyślił kolejny

Po wyprowadzce Jacek K. tęsknił za dziećmi. Co jakiś czas je odwiedzał, dlatego spotykał też nowego partnera dawnej konkubiny. Pewnego razu wpadł na pomysł otrucia mężczyzny, którego uznawał za swojego rywala. O substancje odurzające postanowił poprosić swojego znajomego Bartłomieja G., ale ten dał mu jedynie sproszkowany lek na ból głowy. Odwiedzając mieszkanie Magdaleny, Jacek K. pił zawsze kawę i dosypywał "truciznę" do kubka Artura S., który był nieświadomą ofiarą. Po czasie zauważył jednak, że ten sposób nie działa, więc zaczął myśleć nad innym rozwiązaniem. W kolejnej próbie usunięcia Artura S. z życia Magdaleny S. pomagały mu dwie osoby. 

Tuż przed Wielkanocą zaprosił Artura S. na piwo. Tak zwabił ofiarę do samochodu

Był 5 kwietnia 2010 roku, kilka dni przed Wielkanocą. Jacek K. miał już w głowie cały plan. Aby go zrealizować, zwerbował również za zapłatą wspomnianego wcześniej Bartłomieja G. oraz kolegę Grzegorza Z. We trzech dokonali morderstwa w jednym z lasów nieopodal miasta Strzegom.

Mężczyźni przyjechali pod mieszkanie ofiary, z którą byli umówieni na piwo. Artur S. wsiadł do ich auta, ale kiedy wyjechali poza centrum, zdał sobie sprawę, że coś jest nie tak. "Gazeta Policyjna" podaje, że mordercy zatrzymali się na uboczu i kazali Arturowi S. wysiąść, po czym obezwładnili go i związali. Partner Magdaleny S. błagał oprawców o litość, mówił, że odejdzie od kobiety i wyjedzie za granicę. Słowa te jednak nic nie dały. Oprawcy włożyli skrępowanego Artura do bagażnika, aby wywieźć go do lasu. Mężczyzna został pobity do nieprzytomności, po czym Jacek K. poderżnął mu gardło nożem. Morderca wziął telefon ofiary i dla niepoznaki napisał wiadomość SMS do Magdaleny, aby ta nie szukała ukochanego. Ciało wraz ze wspólnikami zakopał w rowie, lecz nocą wrócił na miejsce zbrodni sam, aby zakryć zwłoki kawałkiem eternitu i ziemią.

Rodzina Artura zaczęła się martwić. Bliscy mężczyzny zgłosili zaginięcie

Artur kontaktował się z bliskimi po raz ostatni 5 kwietnia 2010 roku. Po kilku dniach najbliższa rodzina zgłosiła jego zaginięcie. Policja potrzebowała prawie miesiąca, aby znaleźć zwłoki ofiary. Niemalże wszystko wskazywało na to, że sprawcą jest Jacek K., lecz służby nie zastały go w domu. Na początek zajęli się więc kolegami mężczyzny - Bartłomiejem G. i Grzegorzem Z. Ci długo nie chcieli przyznać się do przypisywanych im czynów.

Jacek K. został złapany na lotnisku w Krakowie. Od razu potwierdził, że zamordował Artura S. oraz opisał przebieg zdarzeń funkcjonariuszom. Trzej przestępcy zostali skazani na 25 lat więzienia z możliwością ubiegania się o przedterminowe zwolnienie dopiero po 20 latach.

Jest to zbrodnia okrutna, zbrodnia bezwzględna, zbrodnia, która wymaga surowej kary. Każdy z oskarżonych wykazywał determinację i dążenie do osiągnięcia celu

- uzasadniał wyrok sędzia Mirosław Bagrowski, którego słowa cytuje swidniczka.com.

Więcej o: