Tego dnia miała dać dzieciom prezenty na święta. Po tym jak zaginęła, jej mąż rozpalił ognisko

W grudniu 2025 roku minęło dokładnie dziewięć lat od tajemniczego zaginięcia Doroty Białowąs. Kobieta pojawiła się w domu męża, z którym się rozwodziła, po czym zniknęła bez śladu. Feralnego dnia miała odwiedzić swoje dzieci, kupiła im nawet prezenty świąteczne. Te niestety po dziś dzień leżą w szafie w mieszkaniu Doroty, która nadal się nie odnalazła. Co wydarzyło się 17 grudnia 2016 roku za bramą domu jej męża?
Zaginięcie Doroty Białowąs, zdjęcie ilustracyjne
iStock/VITALII BORKOVSKYI Facebook/dorota.bialowas

Był 2004 rok. 17-letnia wówczas Dorota stwierdziła, że spróbuje złapać stopa, by szybciej dotrzeć ze szkoły do domu. Chwilę po tym, jak stanęła przy drodze, obok niej zatrzymał się samochód Błażeja. 38-letni biznesem z okolic Wrześni stwierdził, że podwiezie dziewczynę, ponieważ jechał w kierunku jej mieszkania. Przez całą drogę rozmawiali ze sobą tak, jakby znali się już kilka dobrych lat. Znaleźli wspólny język, więc nie chcieli tego zaprzepaścić. Zaczęli się spotykać. Z przypadkowej znajomości wykiełkowało - jak się wtedy wydawało - piękne uczucie, którego owocem było dziecko. Po kilkunastu miesiącach od ich pierwszego spotkania okazało się, że Dorota jest w ciąży. Kobiecie nie przeszkadzał fakt, że mężczyzna ma już dzieci i był wówczas w trakcie rozwodu. 

Zobacz wideo Najgłośniejsze zaginięcia w Polsce. Nie wszystkie zostały wyjaśnione, nie wszystkich sprawców ukarano

Rodzina Doroty nie była zadowolona, że ta spotyka się z mężczyzną starszym o 20 lat i na dodatek ma mieć z nim dziecko. Błażej okazał się jednak dojrzałym partnerem i chciał wziąć odpowiedzialność za swoją partnerkę. Poprosił ją wtedy, by wprowadziła się do jego domu. 

Po dziewięciu miesiącach na świat przyszedł ich syn Maciej. W tym samym czasie para zdecydowała się wziąć ślub cywilny. Mogłoby się wydawać, że wszystko jest w porządku - świeżo upieczeni rodzice prowadzą razem życie i wychowują dziecko, jak tysiące innych małżeństw. Nie mieszkali jednak sami. W tym czasie w domu Błażeja mieszkała również była żona mężczyzny oraz jego dzieci z pierwszego związku. Na początku ich relacje wydawały się neutralne, lecz z czasem dzieci Błażeja z poprzedniego małżeństwa mężczyzny zaczęły źle traktować Dorotę. Kobieta nie chciała konfliktów, więc zaciskała zęby i znosiła ich zachowanie.

Po kolejnych trzech latach na świecie pojawił się drugi syn Doroty i Błażeja - Borys. Para doczekała się także córki Natalii. Wydawało się, że tworzą zgodną parę i wychowują swoje dzieci w domu pełnym miłości. Czy rzeczywiście tak było? W 2014 roku zaczęły się poważne problemy i kłótnie, a spokojny do tej pory partner Doroty pokazał jej swoją drugą twarz. 

Błażej zabierał Dorocie telefon i wydzielał jej pieniądze. W końcu zażądała rozwodu

Po ponad 10 latach związku z Błażejem Dorota dostrzegła, że ten ma skłonności do przemocy zarówno ekonomicznej, jak i seksualnej. Mężczyzna zaczął zachowywać się zbyt władczo. Wydzielał żonie pieniądze, przez co nie mogła sobie niczego kupić. Co więcej, Błażej zaczął zabierać Dorocie telefon, by ta nie mogła kontaktować się z rodziną. Kobieta niejednokrotnie zwierzała się swojej siostrze Elżbiecie, która ostrzegała ją i próbowała nakłonić Dorotę do odejścia od męża. Kobieta była jednak zależna finansowo od Błażeja i miała z nim trójkę dzieci. Chcąc zapewnić im dobry byt, postanowiła zostać u boku oprawcy. Z pewnością miała nadzieję, że Błażej się zmieni. Tak się jednak nie stało.

Apogeum nadeszło w styczniu 2015 roku. Podczas jednej z awantur Dorota została dotkliwie pobita i dlatego uciekła z mieszkania. Wylądowała w domu samotnej matki, a później zatrzymała się u siostry Elżbiety. Po wielu rozmowach z rodziną w Dorocie obudziła się chęć walki i zmiany życia na lepsze. 

W 2015 roku Dorota złożyła papiery rozwodowe. Błażej nie był zadowolony. Po trzech miesiącach w sieci zaczęły pojawiać się kontrowersyjne treści z wizerunkiem Doroty, z których wynikało, że rzekomo oferuje usługi seksualne. Dodatkowo w październiku 2015 roku do pomocy społecznej trafił anonimowy list, którego autor twierdził, że Dorota molestuje własne dzieci.

Sytuacji tego typu było więcej. Choć nigdy nie udało się ustalić, kto tworzył te treści, to według Doroty i Elżbiety mógł to być Błażej. Jeśli faktycznie tak było, z pewnością miał jeden cel - zdyskredytować swoją byłą partnerkę w oczach sądu, aby odebrać jej prawa do dzieci. 

Podczas rozprawy sąd zadecydował, że dzieci zostaną pod opieką Błażeja. Swoją decyzję tłumaczył tym, że mężczyzna ma warunki sprzyjające wychowaniu nieletnich, a Dorota nie, ponieważ w tamtym czasie mieszkała u siostry i nie miała pracy. Wymiar sprawiedliwości zgodził się jednak na to, by Dorota widywała dzieci co drugi weekend. Stwierdził także, że jeśli kobieta znajdzie pracę i mieszkanie, być może Maciek, Borys i Natalia będą mogły z nią zamieszkać.

Błażej groził, że skrzywdzi rodzinę Doroty. Kobieta to nagrała

Po pewnym czasie Dorocie udało się wrócić na rynek pracy. Wynajęła małe lokum, zaczęła oszczędzać i z każdym dniem przybliżała się do przyjęcia dzieci pod swój dach. Gdy ten moment w końcu nadszedł, Błażej zabrał Dorocie pociechy, ponieważ w jej mieszkaniu oprócz nich był siostrzeniec Doroty, a umawiali się, że widzenia będą odbywać się bez osób trzecich. Doszło do awantury, Błażej zaczął bić Dorotę do tego stopnia, że ta straciła przytomność. Po tej sytuacji kobieta złożyła zawiadomienie o pobiciu na policję i została założona sprawa. "Głos Wielkopolski" pisze, że Sąd Okręgowy w Poznaniu skazał męża Doroty na karę 1050 zł grzywny. Nie był to jednak koniec problemów Doroty. Ofiara przemocy co jakiś czas składała zażalenia do sądu, ponieważ Błażej regularnie utrudniał jej widywanie się z dziećmi.

Silna wola oraz miłość do dzieci nie pozwalała jej odpuścić i choć bała się Błażeja, w określone weekendy odwiedzała Maćka, Borysa i Natalię w domu mężczyzny. Zdarzało się jednak, że mężczyzna celowo wywoził je poza miejsce zamieszkania, by utrudnić matce widzenia z dziećmi. Za takie zachowanie otrzymywał kolejne kary. Jedna z nałożonych na niego grzywien wynosiła 9,5 tysiąca złotych.

Dorota zdecydowała, że będzie nagrywać dyktafonem każde spotkanie z mężem. W trakcie jednego z nich udało jej się udokumentować to, w jaki sposób Błażej wypowiadał się na temat jej rodziny.

Dorota, jeśli będzie trzeba, to ja ludzi z Ukrainy ściągnę. Ja ich każę pozarzynać, a jak cudem przeżyją, to będą strasznie okaleczeni, do końca życia będą umierać, zdychać, będą mieli, wiesz, pomiażdżone stawy, poobcinane nosy, uszy, wyrwane oczy, języki obcięte. (...) Każdy, kto zaatakuje moją rodzinę, jest trup śmierdzący!

- mówił Błażej do swojej żony. Do tego nagrania dotarli dziennikarze programu "Uwaga!".

Brat Doroty obszedł dom Błażeja. Zwrócił uwagę na dziwne ognisko

Sprawa była coraz bardziej skomplikowana. Dorota walczyła, próbowała nawet zainteresować swoją sprawą media, ale bez skutku. Mimo to kobieta nie odpuszczała. 17 grudnia 2016 roku pojechała do domu Błażeja we wsi Wszembórz, by spotkać się z dziećmi jeszcze przed świętami. Na spotkanie zawiózł ją partner Elżbiety, Darek C.

Był już wieczór, gdy mężczyzna wrócił po Dorotę. Kobieta nie odbierała jednak telefonu. Darek C. czekał na nią dwie godziny, po czym pojechał do domu. Gdy pojawił się w drzwiach mieszkania bez siostry Eli, ta zgłosiła sprawę na policję. Poszukiwania rozpoczęły się od razu. 

Z zeznań Błażeja wynikało, że spotkania nie było, bo jego dzieci były tego dnia u jego rodziców we Wrześni. Dorota miała poczekać, aż mężczyzna przywiezie je do domu. Doszło jednak do kłótni, po której - według słów Błażeja - jego żona wyszła zdenerwowana z mieszkania.

Policjanci skrupulatnie przeszukali posesję Błażeja, lecz nie znaleźli tam nic podejrzanego. Mimo to Elżbieta, Dariusz oraz inni bliscy Doroty są przekonani, że musiało stać się coś złego. Ich głównym podejrzanym jest oczywiście Błażej.

18 grudnia 2016 roku jeden z braci Doroty, Ryszard, postanowił sam sprawdzić teren wokół domu, w którym Dorotę widziano po raz ostatni. Mężczyzna zdziwił się, gdy zobaczył dość świeże palenisko.

Chodziłem wkoło tego domu, zobaczył mnie Błażej i wyleciał do mnie. Dalej szukałem, podszedłem do tego ogniska i patrzyłem, czy czegoś tam nie ma, jakiegoś śladu podejrzanego

- relacjonował brat Doroty w programie "Uwaga!". 

Rodzina zgłosiła funkcjonariuszom swoje podejrzenia. Funkcjonariusze zabrali do badania nieco popiołu z paleniska. Wówczas okazało się, że spalone zostały między innymi ubrania Błażeja, które miał na sobie kilka dni wcześniej. W popiele znaleziono też spalonego pendrive'a. Mąż Doroty tłumaczył, że palił śmieci, tak jak zazwyczaj, ponieważ akurat było sucho. To nie przekonało policji. Śledczy po raz kolejny przeszukali całe podwórko oraz dom, ale niczego nie znaleźli.

Zdesperowana rodzina poprosiła o pomoc jasnowidza. "Zwłoki są ukryte"

Zaginięciem Doroty zajmowały się zarówno lokalne, jak i ogólnopolskie media, lecz nawet taki rozgłos nie pomógł w odnalezieniu kobiety.

Czekamy na przełom. Śledztwo jest umorzone od września 2019 roku, ale jeśli tylko pojawi się najmniejszy trop, podejmiemy je na nowo

- mówił mł. insp. Andrzej Borowiak z wielkopolskiej policji, którego słowa cytuje "Fakt"

Błażej przez wielu jest uznawany za głównego podejrzanego. Mężczyzna miał motyw, ale wciąż nie ma dowodów na to, że dopuścił się jakiejkolwiek zbrodni. Mężczyzna powadzi dziś zwyczajne życie. W wywiadach niejednokrotnie podkreślał, że chciałby, aby Dorota się odnalazła. 

Siostra zaginionej od lat zadaje sobie pytanie, gdzie podziała się Dorota. - Ona tam weszła i nie wyszła, więc gdzie jest? - mówiła w programie "Uwaga!". Bliscy zaginionej wciąż liczą na to, że wróci do domu cała i zdrowa lub że odnajdą jej ciało, by móc je godnie pochować. Zdesperowani przed kilkoma laty poprosili o pomoc jasnowidza.

Dorota nie żyje, została uduszona przez młodego mężczyznę, jej ciało zostało zawinięte w folię i zakopane, sprawca zaplanował zbrodnię i się do niej przygotował. Zwłoki są ukryte we Wszemborzu, najpewniej w opuszczonych budynkach gospodarczych

- oznajmił Krzysztof Jackowski, jasnowidz z Człuchowa, którego wypowiedź przytacza "Głos Wielkopolski"

Więcej o: