30 kwietnia przyleciał Maciej. Liczył, że uda mu się sprowadzić Magdę bezpiecznie do domu. Nie zdążył

W tej sprawie nie przestają mnożyć się pytania. Dlaczego Magdalena Żuk poleciała do Egiptu sama? Dlaczego zaczęła się tam niepokojąco zachowywać? Dlaczego jej rozmowę z chłopakiem, podczas której błagała go o pomoc, nadzorował rezydent biura podróży? Dlaczego nieustannie osaczali ją obcy mężczyźni? Dlaczego wyskoczyła przez okno szpitala? Bliscy zmarłej od siedmiu lat chcą dowiedzieć się jednego - dlaczego Magda nie żyje. Mówią wprost: "ona została tam zamordowana".
Mija siedem lat od tragicznej śmierci Magdaleny Żuk
Fot. Facebook | Fot. Wikimedia Commons, Bergamaskio

To miały być beztroskie wakacje, lecz Magdalena Żuk nigdy z nich nie wróciła. Już w pierwszych dniach pobytu w egipskim mieście Marsa Alam turystka zaczęła zachowywać się niepokojąco. Wysyłała dziwne wiadomości do rodziny i przyjaciół, wędrowała po hotelowym lobby w samej bieliźnie, kuliła się na podłodze, wpadała w histerię. Wobec tego miała wrócić wcześniej do Polski, jednak ze względu na jej stan, nie wpuszczono jej na pokład samolotu. Kobietę przewieziono do szpitala. Tam doszło jednak do tragedii - Magdalena Żuk wyskoczyła z okna z wysokości drugiego piętra. W wyniku poniesionych obrażeń zmarła, w Hurghadzie 30 kwietnia 2017 roku. Mimo upływu lat, śledztwo w sprawie wciąż trwa, a internauci bez przerwy snują teorie spiskowe na temat okoliczności śmierci turystki. Czy kiedykolwiek dowiemy się, co tak naprawdę wydarzyło się w Egipcie?

Zobacz wideo Żory: 40-letni mieszkaniec Rybnika zatrzymany w sprawie brutalnego zabójstwa koleżanki z pracy

Dlaczego Magdalena Żuk poleciała do Egiptu sama? Chłopak zmarłej twierdzi, że to miała być niespodzianka

Magdalena Żuk miała zaledwie 27 lat, gdy w 2017 roku poleciała do Egiptu. Pochodziła z Bogatyni, lecz w tamtym okresie mieszkała we Wrocławiu. Pracowała w salonie kosmetycznym. Prowadziła zdrowy tryb życia: biegała, dobrze się odżywiała, stroniła od używek i nie lubiła się upijać. Marzyła o karierze w branży modowej. Przed wyjazdem do Egiptu ukończyła licencjat z dietetyki. W planach miała dalsze studia.

Dzień dobry. Nazywam się Magdalena Żuk, mam 20 lat, pochodzę z Bogatyni, ale obecnie mieszkam w Zgorzelcu. Przyszłam tutaj dlatego, że jestem zainteresowana modelingiem i chciałam się sprawdzić. A tak poza tym to jest moje marzenie z dzieciństwa

- tak mówiła o sobie Magdalena Żuk podczas castingu w 2011 roku.

Magdalena była w szczęśliwym związku ze swoim chłopakiem, Markusem. Para poznała się na koncercie Tedego. Rodzice kobiety podejrzewali, że ich ślub jest tylko kwestią czasu. Magdalena i Markus kilkukrotnie rozmawiali też o wspólnym wyjeździe. Żuk wspomniała o Egipcie, jako że już kiedyś tam była.

Była radosna, piękna, zakochana po uszy. Planowali ślub. Jak przyjeżdżała, to rzucała mi się na szyję i mówiła: 'Tatusiu kochany, ja cię ponad wszystko kocham'

- wspominał później przez łzy Tadeusz Żuk, ojciec Magdaleny, w programie "Uwaga!".

W kwietniu 2017 roku Magdalena postanowiła zrobić swojemu chłopakowi niespodziankę na jego nadchodzące urodziny. Pożyczyła pieniądze od rodziców i wykupiła w biurze podróży wycieczkę do Egiptu dla dwóch osób. O spontanicznej decyzji poinformowała chłopaka w dniu wylotu. Wtedy okazało się, że Markus nie ma ważnego paszportu. Para stanęła przed trudną decyzją: stracić pieniądze czy skorzystać z okazji na odpoczynek? Pomimo obaw partnera o bezpieczeństwo kobiety, Magdalena poleciała sama.

Po prostu chciała odpocząć. Zdecydowaliśmy razem, że jak już zapłaciła za tę wycieczkę, to może przynajmniej ona odpocznie. Oczywiście szukaliśmy wcześniej kogoś, kto by mógł polecieć razem z nią albo sprzedać wycieczkę, ale się nie udało

- relacjonował w programie "Uwaga!" Markus, chłopak Magdaleny Żuk.

Bliscy Magdaleny wspominali później, że tego typu spontaniczne decyzje nie były dla niej nowością.

Lubiła podróżować. Dużo podróżowała, podróżowała sama. Absolutnie nie było jej obce pojechać gdzieś za granicę, w dalekie kraje

- wspominała przyjaciółka Magdy.

Ona zawsze miała różne pomysły i jej wychodziły. A teraz jej nie wyszło, bo nie wiedziała, że nie ma ważnego paszportu. Doszła do wniosku: 'Dobra, to ja sobie sama polecę. Byłam w Kenii, nic mi się nie stało. Polecę, odpocznę, będzie wszystko okej'

- opowiadał Tadeusz Żuk, ojciec Magdaleny.

Po przyjeździe do hotelu Magdalena zaczęła zachowywać się dziwnie. "Mówiła, że ktoś chyba dosypał jej czegoś do drinka"

Kobieta dotarła do hotelu The Three Corners Equinox Beach Resort w Marsa Alam we wtorek 25 kwietnia 2017 roku. Zaledwie dobę po przylocie Magdy do Egiptu jej przyjaciele zauważyli, że coś jest nie tak. Wszystko dlatego, że przestała uczestniczyć w rozmowie na grupowym czacie, gdzie dotychczas "plotkowali codziennie". Znajomi spodziewali się relacji i zdjęć z hotelowej plaży, lecz kontakt urwał się niemal całkowicie.

Czasem kontaktowała się tylko z telefonu egipskiego rezydenta, ale wiadomości, które od niej przychodziły, były zagadkowe. Pisała na przykład, że czeka na nas w pokoju hotelowym. Potem dopytywała, gdzie jesteśmy i kiedy do niej przyjdziemy. Gdy w końcu zadzwoniła, była jak otumaniona. Mówiła, że ktoś chyba dosypał jej czegoś do drinka

- opowiadała przyjaciółka Magdaleny.

Nietypowe zachowanie Magdaleny zauważył także jej chłopak. Podczas rozmowy telefonicznej kobieta opowiadała mu, że wokół jej pokoju hotelowego dzieją się "niepokojące rzeczy". Ponoć ciągle słyszała jakieś hałasy. Na jej prośbę Markus porozmawiał z recepcjonistą, który obiecał mu, że przyjrzy się sprawie i da mu znać. Następnego dnia rano mężczyzna otrzymał informację, że "wszystko było okej". Istotny jest fakt, że pracownik hotelu rozmawiał przez telefon Magdaleny. W kolejnych dniach z jakiegoś powodu turystka kontaktowała się z bliskimi wyłącznie przez pośredników.

W czwartek o niepokojącym stanie Magdaleny Żuk dowiedział się lokalny rezydent biura podróży, Mahmoud Khairy. Mężczyzna był wieloletnim i zaufanym pracownikiem firmy. Postanowił powiadomić o sytuacji bliskich kobiety. Państwo Żuk nie mieli bowiem pojęcia o kłopotach córki. Co prawda pożyczyli jej pieniądze na wyjazd, ale nie wiedzieli, dokąd, kiedy i na jak długo poleciała oraz że była tam sama. Zależało jej bowiem na dochowaniu tajemnicy - podróż miała być prezentem dla Markusa.

Przyszłam do domu i nasza najmłodsza córka, Małgosia, pokazała nam filmik, że nasze dziecko leży na podłodze zwinięte jak zwierzątko, w białym szlafroku. I nic prawie nie mówi. Ja nie wiedziałam w ogóle, co się dzieje, dla mnie to było jakieś nienormalne. Moje dziecko leży skulone, takie biedne, a mnie tam nie ma

- relacjonowała w "Uwadze!" Elżbieta Żuk, matka Magdaleny.

Do bliskich zaczęły docierać szczegółowe informacje o zachowaniu Magdaleny. Według relacji świadków, turystka zdawała się być w jednym momencie roztrzęsiona, a w drugim miewała napady agresji. W hotelowym lobby krzyczała do słuchawki telefonu. Tam też zdjęła jeansy, po czym chodziła w samej bieliźnie. Zeznania innych mieszkańców hotelu sugerują, że kobiecie nikt nie towarzyszył.

W piątek rano stan Magdaleny uległ pogorszeniu. Kobieta leżała na łóżku w pokoju hotelowym ubrana jedynie w biały szlafrok, twarz schowała w dłoniach. Rezydent postanowił zabrać ją do szpitala. Zadzwonił do placówki w miejscowości Port Ghalib, oddalonej od Marsa Alam o jakieś 70 kilometrów. Dr Ahmed Shawky wysłał do hotelu karetkę. Choć po przyjeździe Magdalena zachowywała się spokojnie, nie chciała opuścić ambulansu i nie zgodziła się na badanie. Lekarz uznał, że ma do czynienia z problemami natury psychicznej, a kwalifikacje nie pozwalały mu na leczenie pacjentów z takimi objawami. Kobieta wróciła do kurortu.

Przerażająca rozmowa Magdaleny z chłopakiem. "Ja nie wrócę stąd już"

Bliscy Magdaleny odchodzili od zmysłów, próbując zrozumieć sytuację. Gdy dowiedzieli się, że wchodziła nocą na dach hotelu, podjęli decyzję, że sprowadzą ją szybciej do Polski. W wyniku interwencji Markusa, bilet na lot kupiło biuro podróży. W sobotę rano rezydent zawiózł kobietę na lotnisko. Jej nietypowe zachowanie zwróciło jednak uwagę policjanta. Funkcjonariusz poprosił o pomoc lekarza, który przeprowadził badanie i nie wyraził zgody na podróż. Choć była już praktycznie o krok od bezpieczeństwa, Magdalena Żuk nie została wpuszczona na pokład samolotu.

Rodzina zmieniła strategię. Jeszcze w ten sam weekend do Egiptu miał polecieć Maciej, przyjaciel Markusa, by zająć się Magdą i pomóc jej wrócić do domu. W międzyczasie rezydent biura podróży postanowił zabrać turystkę z powrotem do hotelu w Marsa Alam, jednak nawet nie wpuszczono ich przez bramę. Czyżby ze względu na dotychczasowe zachowanie kobiety? Próby zakwaterowania w dwóch kolejnych kurortach także się nie udały. Magdalena postanowiła skontaktować się z chłopakiem. Dzwoniła z telefonu rezydenta. Markus szybko zauważył, że coś jest nie tak. 10 minut po rozpoczęciu rozmowy włączył nagrywanie.

Oni tutaj mają różne sztuczki, zabierz mnie stąd, oni tutaj wszystko robią, zabierz mnie, zabierz (…). Ja już stąd nie wrócę

- mówiła roztrzęsiona Magdalena Żuk.

Podczas rozmowy Markus starał się uspokoić dziewczynę, zapewniając ją, że jutro w Egipcie zjawi się Maciej i pomoże jej wrócić do domu. Chłopak desperacko usiłował też dowiedzieć się, co się stało, jednak Magda przepraszała i powtarzała, że "nie może mówić". Z nagrania wynika, że kobieta była w stanie absolutnego przerażenia. Świadczą o tym rozbiegany, zaniepokojony wzrok, łamliwy głos, nerwowa gestykulacja.

Trudno się jej dziwić. Magdalena Żuk nie miała żadnych warunków do prowadzania tej rozmowy. Wątpliwości budzi fakt, że to nie ona trzymała telefon, tylko rezydent biura podróży, który cały czas biernie uczestniczył w dyskusji - tak jakby chciał kontrolować jej przebieg. W tle słychać także głosy innych, nieznanych mężczyzn, którzy porozumiewali się po arabsku. Czy ich obecność służyła zastraszeniu turystki, aby nie mogła opowiedzieć chłopakowi, co tak naprawdę się z nią działo czy byli to po prostu przypadkowi przechodnie?

Co się stało, myszko? Powiedz mi! Nawet najgorsze, co by miało być, musisz mi powiedzieć. Ufasz mi, kochanie? Powiedz mi, musisz mi powiedzieć, żebym mógł cię ochronić, powiedz to szybko, teraz, będziemy mieli to z głowy

- błagał bez końca Markus.

Po 11 minutach nagrania Magdalena w końcu odważyła się coś powiedzieć. Wydusiła z siebie jedynie: "EM". Markus od razu zapytał, czy chodzi o rezydenta biura podróży, Mahmouda, ale na to pytanie nie uzyskał odpowiedzi. Kobieta stwierdziła, że najwyżej zadzwoni później ze swojego telefonu. Mężczyzna próbował jeszcze przez kilka minut przekonać ją do wyjawienia prawdy, lecz przerwał mu rzeczony rezydent.

Dobra, Markus, Markus. Cześć. Wydaje mi się, że to strata czasu, ja będę dzwonił znowu do ambasady w Egipcie, dobrze? Magda, włącz telefon, bo Markus chce dodzwonić się do ciebie

- wtrącił Mahmoud Khairy, rezydent biura podróży.

Markusowi nie udało się uzyskać żadnej informacji. Trwająca około 25 minut rozmowa zakończyła się. W ciągu kilkunastu godzin miało też zakończyć się życie Magdaleny Żuk.

Tragiczna śmierć Magdaleny Żuk. "Widzieliśmy, jak walczyła w tym szpitalu"

Żaden hotel nie zgodził się przyjąć Polki, więc Magdalena Żuk trafiła do szpitala w Port Ghalib. Na uzyskanych później nagraniach z monitoringu widać, że kobieta poruszała się samodzielnie. Wydawała się jednak rozkojarzona, plątały jej się nogi.

Jak nam powiedzieli, że ona jest w szpitalu, ja mówię: 'Słuchajcie, jesteśmy spokojni, bo ona jest w szpitalu. Nic jej się tam nie stanie'. Bo normalny człowiek, będąc w szpitalu, nie jest zagrożony niczym. Myśmy na chwilę się uspokoili

- relacjonowała w programie "Uwaga!" Elżbieta Żuk.

Sytuacja uległa gwałtownej zmianie. W kolejnych nagraniach widać, jak Magdalena biegnie przez szpitalne korytarze w stanie przypominającym amok, tak jakby usiłowała za wszelką cenę uciec. Ściga ją grupa nieznanych mężczyzn. W pewnym momencie kobieta potyka się, upuszczając torebkę i telefon. Obcy osaczają ją i zaczyna się szarpanina. Turystka walczy ze wszystkich sił. Magda jest jednak jedna, a ich - siedmiu. Obezwładniają zrezygnowaną kobietę, podnoszą ją za ręce i nogi i zanoszą do sali. W tym samym czasie jeden z mężczyzn zabiera jej rzeczy osobiste i znika za rogiem.

Magdalenę Żuk położono w sali 307 na drugim piętrze. Ręce i nogi przywiązano jej do łóżka, podano środek uspokajający. Czuwała nad nią pielęgniarka Faten Ahmed Aly. W nocy pacjentka ocknęła się i - według zeznań personelu szpitala - zaczęła potajemnie uwalniać się z więzów. Nie sposób jest jednoznacznie stwierdzić, co wydarzyło się później. W sali nie było kamery monitoringu. Pielęgniarka opowiadała, że między nią a Magdaleną wywiązała się szamotanina. Wysportowana Polka była jednak znacznie silniejsza. Po kilkunastu sekundach udało jej się podbiec do okna i wyskoczyć z drugiego piętra.

Przed moim przyjazdem informowano nas, że Magda jest pod opieką lekarzy. Mówili, że była związana, bo była agresywna, że podano jej środki uspokajające. To jak się oswobodziła i jak wyskoczyła?

- zastanawiał się później Maciej, przyjaciel Markusa.

Magdalenę w stanie krytycznym zawieziono do oddalonego o niemal 300 kilometrów szpitala w Hurghadzie. Na nagraniach z monitoringu widać, jak kobieta jest wyprowadzana z karetki na noszach i wjeżdża na izbę przyjęć. Twarz zasłania rękami.

Kiedy trafiła do naszego szpitala, była na granicy świadomości, ale jej stan był stabilny. W pewnym momencie jej serce przestało bić. Próbowaliśmy ją ratować, ale nie udało się

- relacjonował w rozmowie z TVN24 Mohamed Samy Gomaa, lekarz ze szpitala w Hurghadzie.

Magdalena Żuk zmarła 30 kwietnia 2017 roku. Tego samego dnia z czeskiej Pragi do Egiptu przyleciał Maciej, przyjaciel Markusa. Liczył, że uda mu się sprowadzić Magdę bezpiecznie do domu. Nie zdążył.

Kiedy dotarłem na miejsce, dowiedziałem się, że Magda miała wypadek, że wyskoczyła z okna (…). Zobaczyłem Magdę. Żyła. Jej stan był stabilny, ale bardzo ciężki. Była w śpiączce farmakologicznej, obrażenia ciała były duże. Nie było możliwości kontaktu i rozmowy

- opowiadał Maciej w rozmowie z TVN24.

Sekcja zwłok Magdaleny Żuk rodzi kolejne pytania. "Jak było, to tylko ona wie"

Historię zagadkowej śmierci Magdaleny Żuk błyskawicznie podchwyciły media. W sprawę zaangażował się ówczesny minister sprawiedliwości, Zbigniew Ziobro. Powołano specjalny zespół, który miał za zadanie zbadać okoliczności śmierci Polki. Oficjalne śledztwo wszczęła Prokuratura Okręgowa w Jeleniej Górze. Wkrótce śmiałe teorie zaczął również wygłaszać Krzysztof Rutkowski, sugerując, że turystka padła ofiarą wielokrotnego gwałtu, przez co postanowiła odebrać sobie życie.

Tej wersji zaprzeczyły jednak sporządzone zarówno w Egipcie, jak i w Polsce sekcje zwłok. Z raportu wynikało, że na ciele Magdaleny Żuk nie było śladów świadczących o użyciu przemocy wobec niej. Kobieta nie została zgwałcona. W organizmie kobiety znaleziono natomiast ślady leków przeciwpsychotycznych, substancję stosowaną przy leczeniu psychoz, schizofrenii i depresji.

Nie było nigdy żadnych sytuacji, że ona ma depresję, że jej się nie chce żyć czy coś. Nigdy. Przez tyle lat, co miała, nie było takiej sytuacji. Ja w życiu nie mogę powiedzieć, żeby ona miała takie kłopoty

- stwierdziła Elżbieta Żuk w programie "Uwaga!".

Pogrzeb Magdaleny Żuk odbył się we wtorek, 23 maja 2017 roku. Na cmentarz w Bogatyni przyszło kilkaset osób. Wszyscy wyrażali wielki żal z powodu odejścia Magdaleny. - Była cudowną, wspaniałą dziewczyną - mówili zgodnie. Bliscy zmarłej nie potrafili pogodzić się z sytuacją.

Ona nie miała nigdy ani depresji, ani żadnych myśli samobójczych. Nie chorowała. Ona kochała życie. Nie wierzę, że Magda popełniła samobójstwo. Nigdy w to nie uwierzę

- deklarowała Anna Cieślińska, siostra Magdaleny Żuk.

Choć autopsja wykazała, że obrażenia ciała Magdaleny Żuk były charakterystyczne i typowe dla upadku z wysokości, wątpliwości budziła sugestia, że kobieta sama wyskoczyła z okna.

Przeważnie w przypadku samobójców może zadziałać instynkt samozachowawczy i raczej taka osoba skacze na nogi. Wtedy dochodzi do uszkodzeń nóg, miednica jest popękana, często wbijają się kończyny w część brzuszną i dochodzi do zupełnie innych i ciężkich obrażeń. W tym przypadku obrażenia wskazują, że ciało zostało wyrzucone z okna, ewentualnie było zupełnie bezwładne

- wyjaśnił prywatny detektyw Marcin Popowski w programie "Interwencja".

Rodzina zmarłej wzięła sprawy we własne ręce. "Robię to dla Magdy"

Od śmierci Magdaleny Żuk minęły dwa lata, a sprawa stała w miejscu. Egipskie władze nie chciały udostępnić polskiej prokuraturze pełnej dokumentacji, wobec czego śledztwo co pół roku przedłużano. Bliscy zmarłej mieli już dość czekania. Postanowili polecieć do Egiptu i zdobyć potrzebne informacje.

Nasza prokuratura nie wyjaśniła przez te dwa lata nic konkretnego. Wręcz przeciwnie - zabroniono nam mówić o pewnych rzeczach. Zdecydowaliśmy, że sami zdobędziemy odpowiedzi na pytania, które nas najbardziej nurtują. Najważniejsze są dla nas wyniki badań, które oni posiadają

- tłumaczyła w programie "Uwaga!" Anna Cieślińska, siostra Magdaleny Żuk.

W 2019 roku do Egiptu przylecieli siostra i ojciec zmarłej. Anna zatrzymała się w tym samym hotelu, w którym dwa lata wcześniej mieszkała Magdalena. Postanowiła odwiedzić pokój 4301 - ten sam, w drzwiach którego na jednym z nagrań widać skuloną kobietę. - Strasznie, jak sobie pomyślę, że tu leżała. Masakra - mówiła.

Bliscy Magdaleny rozmawiali z menedżerem hotelu o jej zachowaniu podczas pobytu. Mężczyzna dobrze pamiętał turystkę. Opisał jej krewnym zdarzenia, których był świadkiem i ich przyczyny doszukiwał się w fakcie, że przebywała tam sama. Mówił też, że w Egipcie trudno jest dostać narkotyki. Jeśli Magdalena była pod ich wpływem, jego zdaniem zdobyła je jeszcze przed przybyciem do kurortu.

Najważniejszym punktem podróży krewnych Magdaleny do Egiptu było spotkanie z egipskim prawnikiem w Hurghadzie, który miał udostępnić im kopię akt sprawy. Na miejscu okazało się, że dokumentacja znajdowała się w prokuraturze w Kairze. Adwokat poinformował rodzinę, że udostępnią im dane jedynie pod warunkiem, że Tadeusz Żuk zadeklaruje, iż jego córka popełniła samobójstwo. Postępowanie zostałoby umorzone, a bliscy mieliby pełny wgląd do pism.

My sobie nie pozwolimy na to, żeby zamknąć tę sprawę. Wiem bardzo dobrze, że się wiele osób do tego przyczyniło, że jej dzisiaj nie ma. Wskazują na to filmy, no i raport egipski, o którym nam nie wolno mówić

- tłumaczyła w programie "Uwaga!" Anna Cieślińska.

Ja na taki układ się nie zgodzę. Nigdy w życiu. To tak, jakbym zdradził rodzinę. Szczególnie córkę. Nie mogę tego zrobić. Jakbym tak zrobił, cała rodzina by się odwróciła ode mnie

- dodał Tadeusz Żuk.

Rodzina Magdaleny Żuk spotkała się z kolejnym zawodem. Nadzieje na poznanie prawdy o losie zmarłej kobiety zgasły. Mieli pewność tylko wobec jednego: informacje zawarte w egipskim raporcie, który przesłano polskiej prokuraturze, nie pokrywały się z rzeczywistością. Krewni postanowili też odwiedzić szpital w miejscowości Port Ghalib. To z okna tej placówki wypadła Magdalena.

Chciałam zapalić znicz w miejscu, gdzie spadła Magda. Zaprowadził nas tam pielęgniarz, który wybiegł tam tego dnia, gdy tam leżała. Od początku mówiono nam, że ona spadła na schody, a to było ze dwa i pół metra od schodów. Leżała pod samą ścianą, a głowę miała pod wentylatorem […] Musiała wypaść tyłem. A wyskoczyć tyłem chyba by nie mogła

- relacjonowała Anna Cieślińska w programie "Otwartym tekstem".

W 2019 roku w programie "Interwencja" krewni zmarłej podzielili się też interesującą poszlaką. Zbadanie tego tropu mogłoby przybliżyć śledczych do rozwiązania zagadki śmierci Magdaleny Żuk.

W raporcie z tego, co znaleziono w telefonie Magdy, są lokalizacje: cały jej pobyt - odkąd wyleciała i do samej śmierci. Lokalizacje się wszystkie zgadzają, jedna z nich wskazuje, że Magda była na morzu. Pierwszego dnia ta lokalizacja jest. Na pewno nie pływała z telefonem. Musiała być na jakiejś łódce albo jachcie

- tłumaczyła Anna Cieślińska.

Internauci snują krzywdzące teorie spiskowe o Magdalenie. Piszą: "kiedyś cię pomścimy"

Gdy tylko o Magdalenie Żuk zaczęły donosić media, w sieci zawrzało od teorii na temat tego, co tak naprawdę wydarzyło się w Egipcie. Internauci nie przebierali w słowach i chętnie dzielili się odważnymi opiniami, które dla bliskich zmarłej były niezwykle krzywdzące.

Dostajemy codziennie setki gróźb. Nasze rodziny również (…). Dzisiejsze media i hejt internetowy potrafią obrać tak duży wyraz, że nie spodziewałem się tego, że może być aż taki wydźwięk w tej sytuacji

- wyznał Markus, chłopak Magdaleny, któremu zarzucano udział w tajemniczej śmierci partnerki.

Mnóstwo osób wyraża przekonanie, że to Mahmoud Khairy, rezydent biura podróży, w którym Magdalena Żuk wykupiła wycieczkę, stoi za jej śmiercią. Internauci zwracają uwagę na fakt, że mężczyzna zdawał się nie odstępować turystki choćby na krok. Sądzą, że to on zmówił się z personelem lotniska, by uniemożliwić jej powrót do Polski. Miał to wszystko robić rzekomo po to, by sprzedać kobietę do domu publicznego w Egipcie.

Piszą, że jestem brzydszą siostrą, że ją sprzedałam z zazdrości. Inni mówią, że tuszuję wszystko, czekam tylko na odszkodowanie, a rodzicami manipuluję

- relacjonowała z bólem Anna Cieślińska.

Okropne zarzuty, z którymi siostra zmarłej Magdaleny Żuk musi mierzyć się każdego dnia, to jedno. Niektórzy zadają jej także bolesne pytania. Pewna internautka uznała za stosowne zapytać kobietę, czy mogłaby wysłać jej zdjęcia ciała zmarłej siostry. Na pewno takowe posiada, skoro brała udział w identyfikacji zwłok. Po chwili zdała sobie sprawę z brzmienia wiadomości i zaczęła przepraszać, lecz Anna Cieślińska zaznacza, że "to już się wydarzyło" i krzywdzących słów nie da się zapomnieć. 

W serwisie YouTube dostępny jest film z castingu, w którym w 2011 roku wzięła udział Magdalena Żuk. Sekcja komentarzy pełna jest sądów pokroju: "ten cały Markus może być naganiaczem" czy "która normalna kobieta leci sama do kraju muzułmańskiego". Jeden z użytkowników pisze bez ogródek: "kiedyś cię pomścimy".

Od śmierci Magdaleny mija siedem lat. Rodzina zmarłej pozwała biuro podróży

W toku prowadzonego przez Prokuraturę Okręgową w Jeleniej Górze śledztwa, w ciągu siedmiu lat nie udało się jednoznacznie określić, co tak naprawdę stało się z Magdaleną Żuk. Wykluczono, że Polka padła ofiarą przestępstwa na tle seksualnym lub została dotknięta handlem ludźmi. Za bezpośrednią przyczynę jej śmierci uznaje się obrażenia odniesione przez nią na skutek upadku z dużej wysokości. Nie ulega jednak wątpliwości, że w tej sprawie wciąż nie powiedziano ostatniego słowa.

Z egipskiego raportu wynika, że Magda była pod wpływem różnych narkotyków. Tam jest podana amfetamina, metaamfetamina i narkotyk khat. To narkotyk używany na miejscu w Egipcie

- relacjonowała Anna Cieślińska w programie "Uwaga!".

6 marca 2024 roku Sąd Okręgowy w Łodzi rozpoczął proces cywilny. Rodzina zmarłej Magdaleny wystąpiła bowiem do sądu o przyznanie zadośćuczynienia od biura podróży. Ich zdaniem firma nie zapewniła turystce odpowiedniej opieki podczas wyjazdu.

My nigdy nie oskarżyliśmy biura podróży o to, że to biuro podróży zabiło Magdę. Podkreślmy to. Ale ich zaniedbania i brak chęci pomocy czy ochronienia jej tam doprowadziły do tego, że Magda dzisiaj nie żyje

- tłumaczyła Anna Cieślińska w programie "Uwaga!".

Siostra zmarłej Magdaleny wskazuje też na nieprawidłowości w postępowaniu biura podróży podczas feralnego wyjazdu. Pracownicy firmy mieli zwrócić się do najmłodszej córki państwa Żuk, wówczas 15-letniej Małgosi, oczekując od niej, że zdecyduje, czy egipscy lekarze mają podać turystce lek. Cieślińska zaznacza, że nikt nie skontaktował się w tej sprawie z rodzicami.

Żadne pieniądze nam jej nie zwrócą. Nam nie chodzi o pieniądze (...). Będziemy do końca życia walczyć - dopóki nam sił starczy - o jej dobre imię, żeby nikt jej nie szkalował

- deklarowała Elżbieta Żuk nad grobem córki.

Krewni wnioskowali także o zmianę rezydenta, Mahmouda Khairy’ego, na rezydentkę, która ich zdaniem mogłaby lepiej zadbać o bezpieczeństwo Polki. Biuro podróży rzekomo zapewniło rodzinę o spełnieniu prośby, choć pełnomocnik firmy przedstawia zgoła inne stanowisko.

Nigdy wcześniej o czymś takim nie słyszałem, żeby padła taka deklaracja, że zamieniono rezydenta na kobietę, która miałaby tam się opiekować. Rezydent jest rezydentem, który wiele lat współpracował, nigdy nie było co do niego żadnych skarg. Jest to profesjonalista, mówiący biegle po polsku

- tłumaczył adwokat Piotr Paduszyński, pełnomocnik biura podróży, w rozmowie z Agnieszką Madejską.

Sąd Okręgowy w Łodzi odroczył rozprawę do 15 lipca 2024 roku z powodu niestawienia się świadków. Na dalszy ciąg starcia rodziny zmarłej Magdaleny Żuk z biurem podróży trzeba będzie zatem poczekać.

Krewni nie tracą nadziei na rozwiązanie zagadki. "Jesteśmy pewni, że ona tam została zamordowana"

Od śmierci Magdaleny minęło już wiele lat. W tym czasie jej historia stała się jedną z największych zagadek kryminalnych w Polsce. Sprawa zmarłej w podobnych okolicznościach w 2023 roku Anastazji Rubińskiej zwróciła uwagę na fakt, że w śledztwie dotyczącym Żuk wciąż nie nastąpił przełom. Pomimo przeciwności krewni nie tracą nadziei na to, że w końcu doczekają się rozstrzygnięcia bolesnego etapu w ich życiach.

Może kogoś ruszy sumienie. Może ktoś coś powie, co pomoże nam dojść do prawdy. Prawdę znamy, ale chcemy, żeby wszyscy znali prawdę

- mówiła Elżbieta Żuk w programie "Uwaga!".

My jesteśmy pewni, że ona tam została zamordowana

- skwitował Tadeusz, ojciec Magdaleny Żuk.

Więcej o: