Minęła 19, gdy mieszkańcy domów przy Route 112 w stanie New Hampshire usłyszeli huk. Byli do tego przyzwyczajeni. Ostry zakręt, przy którym mieszkali, przyczynił się już do wielu wypadków, a teraz było jeszcze ciemno i ślisko, jak to w zimie. Butch Atwood, kierowca autobusu, skończył akurat pracę, gdy zauważył, że w zaspie utknęło auto. Zatrzymał się i zapytał stojącą przy nim kobietę, czy nic jej się nie stało. Drżąc z zimna, poprosiła, by nie wzywał policji, bo zadzwoniła już po pomoc drogową. Butch natychmiast wyłapał to kłamstwo - w promieniu 10 kilometrów nie dało się złapać zasięgu komórkowego. Dojechał do oddalonego o kilkaset metrów domu i powiadomił funkcjonariuszy o wypadku. Choć zjawili się na miejscu zaledwie 10 minut później, Maura Murray zniknęła, nie pozostawiając po sobie absolutnie żadnego śladu.
Jeśli słyszysz o tej sprawie po raz pierwszy, nawet nie masz pojęcia, w co się pakujesz
- stwierdził Lance Reenstierna, współtwórca podcastu "Missing Maura Murray" w jego pierwszym odcinku.
Maura Murray urodziła się 4 maja 1982 roku w Hanson w stanie Massachusetts. Miała czwórkę rodzeństwa: siostry Kathleen i Julie oraz braci Freda i Kurta. Choć jej rodzice rozwiedli się, gdy miała zaledwie sześć lat, Maura utrzymywała znakomite kontakty z obojgiem rodziców. "Córeczka tatusia", nazywali ją złośliwie, acz zgodnie z prawdą, przyjaciele.
To ojciec wzbudził w Maurze ogromną pasję do sportu. Próbowała wszystkiego: koszykówki, siatkówki, piłki nożnej, pływania, tenisa, lekkoatletyki. Miała do tego talent i osiągała mnóstwo sukcesów, bijąc rekordy znacznie starszych zawodników. Ponoć to zarówno zasługa jej niezwykłej determinacji, jak i spartańskich treningów z tatą. Uwielbiała spędzać czas na świeżym powietrzu. Szczególnie cieszyły ją letnie wędrówki po Górach Białych w stanie New Hampshire, które uchodziły za tradycję w rodzinie Murray.
Maura wyróżniała się też osiągnięciami naukowymi. Szkołę średnią ukończyła ze znakomitymi ocenami, dzięki czemu wygrała nagrodę pieniężną. Liceum Whitman-Hanson, do którego uczęszczała, uruchomiło w 2023 roku specjalne stypendium imienia Maury Murray dla uczniów bijących rekordy akademickie i sportowe.
Choć nie widzieli jej od prawie 20 lat, przyjaciele Maury pamiętają szeroki uśmiech, który nigdy nie znikał z jej twarzy. Uchodziła jednocześnie za duszę towarzystwa i bardzo skrytą osobę. Nie lubiła rozmawiać o problemach, co dało się zauważyć. Zdarzało jej się podejmować spontaniczne decyzje, których konsekwencje najmocniej odczuwali jej bliscy.
Kiedy po raz pierwszy usłyszeliśmy o jej niespodziewanej wyprawie do New Hampshire, zdziwiliśmy się, ale jednocześnie było to dla niej typowe. Jeszcze za czasów liceum Maura wsiadła do pociągu i pojechała do Bostonu, nikomu o tym nie mówiąc. Wychodziliśmy ze skóry przez cały dzień, próbując ją znaleźć, ale wieczorem po prostu wróciła z uśmiechem do domu
- wspominała przyjaciółka Maury, Liz Drewniak, w odcinku programu "Zaginieni" z 2010 roku.
Koniec liceum oznaczał dla Murray początek poważnych problemów, którymi nie chciała się dzielić z innymi. Wizerunek doskonałej uczennicy wkrótce później legł w gruzach, a kobieta zaczęła podejmować irracjonalne decyzje. Czy to one doprowadziły do jej zaginięcia?
Znakomite wyniki w nauce i sporcie sprawiły, że Maura otrzymała stypendium. Bez problemu dostała się do Akademii Wojskowej Stanów Zjednoczonych w West Point w stanie Nowy Jork - tej samej, do której uczęszczała jej siostra Julie. Tam też poznała swojego chłopaka, Billa.
Uczelnia West Point do dziś słynie z rygoru i dyscypliny. Okazało się, że dla Maury to było zbyt wiele. Już po pierwszym semestrze zdecydowała, że nie chce kontynuować studiów, ale z tej instytucji nie można po prostu odejść. Być może dlatego kobieta dopuściła się drobnej kradzieży kosmetyków w uczelnianym sklepie. Przyłapano ją na gorącym uczynku i stwierdzono pogwałcenie kodeksu uczelni, przez co musiała przenieść się na inny uniwersytet.
Kradzież z West Point to równie świetny pomysł co ucieczka z Alcatraz. Ta uczelnia jest jednym z najlepiej strzeżonych miejsc w kraju. Według mnie to było wołanie o pomoc
- ocenił amerykański dziennikarz Clint Harting w podcaście "Missing Maura Murray".
Czy Maura celowo złamała zasady uczelni? Przyjaciele sądzą, że nie potrafiła znieść panującej tam presji. W West Point - zdaniem absolwentów - pierwsze dwa lata spędza się na "łamaniu" studentów, pozostałe dwa na ich "odbudowywaniu". Mógł też istnieć jakiś inny powód. Ostatecznie Murray porzuciła naukę inżynierii chemicznej w West Point na rzecz pielęgniarstwa na University of Massachusetts w Amherst. Problemy się jednak nie skończyły. Być może dlatego, że West Point zdążyło ją tylko złamać.
Zmiana uczelni wcale nie okazała się dla Maury Murray zbawienna. Musiała sprostać napiętemu do granic możliwości grafikowi. Studia pielęgniarskie wymagały nieustannej nauki i wyrabiania wielu godzin praktyk. Musiała także zarabiać na akademik i swoje utrzymanie, dlatego podjęła na kampusie dwie prace: w galerii sztuki i w portierni. Nie mogła też zaniedbać treningów, bo to biegom długodystansowym zawdzięczała stypendium. Ponadto weszła w związek na odległość z chłopakiem z West Point, Billym. Udzielała się również towarzysko i chętnie imprezowała z rówieśnikami.
Stres związany ze studiami Maura łagodziła łamaniem prawa. W listopadzie 2003 roku, trzy miesiące przed jej zaginięciem, została zatrzymana przez lokalną policję. Powód? Korzystanie ze skradzionej karty kredytowej w celu zamawiania jedzenia, głównie pizzy. Studentka podszywała się też pod właścicielkę karty. Kwoty były niewielkie i Murray nie zdawała się mieć problemów finansowych. Czy było to kolejne wołanie o pomoc?
Podczas przesłuchania Maura wyznała, że znalazła dane wspomnianej karty na kawałku papieru w śmieciach. Funkcjonariusz poprosił ją o jej okazanie. Wtedy okazało się, że kobieta zapisała też kilka innych numerów. Murray nakazano zwrócenie skradzionych pieniędzy, lecz poza tym sprawa przeszła bez większego echa. Zarzuty miały zostać oddalone po trzech miesiącach dobrego sprawowania. Zanim ten czas dobiegł końca, Maura Murray zniknęła bez śladu.
W lutym 2004 roku Maura rozpoczęła nowy semestr. Każdy dzień rzucał w jej kierunku wiele wyzwań, którymi zdawała się być przytłoczona. Czy już wtedy wiedziała, że to jej ostatnie dni przed zaginięciem?
W nocy z 5 na 6 lutego doszło do zdarzenia, które wielu badaczy sprawy uznaje za kluczowe. Maura pracowała tego dnia na nocnej zmianie w portierni. Zajęcie nie uchodziło za skomplikowane, ale studenci musieli przestrzegać paru zasad. Między innymi nie wolno im było korzystać z telefonów komórkowych ani opuszczać stanowiska. Większość osób wykorzystywała ten czas na naukę.
6 lutego około godziny 1 przełożona Maury, Karen Mayotte, została powiadomiona przez współpracownika, że "coś jest nie tak z Murray". Zmartwiło to Mayotte - w końcu Maura zawsze była taka wesoła i skupiona - więc natychmiast poszła z nią porozmawiać. Na miejscu zastała studentkę w całkowitej rozsypce. Patrzyła przed siebie pustym wzrokiem i nie reagowała na jakiekolwiek próby kontaktu.
Od tamtej nocy minęło 14 lat, a ja wciąż pamiętam ją jak dziś. Widziałam, że z Maurą dzieje się coś poważnego, kompletnie ją odcięło. Zapytałam, co się stało. Nie odpowiadała przez bardzo długą chwilę i patrzyła przez okno, jakby nic do niej nie docierało. W końcu wymamrotała tylko: "Moja siostra" i zaczęła cicho płakać
- wspominała Karen Mayotte w odcinku podcastu "Missing Maura Murray" z 2018 roku.
W trakcie rozmowy do budynku wchodzili obcy ludzie, na których Maura nie zwracała uwagi, choć powinna ich legitymować. Przełożona uznała, że stan studentki nie pozwala jej kontynuować pracy. Zauważyła też, że na biurku Murray leżał włączony telefon komórkowy, choć używanie go było wbrew zasadom. Postanowiła spakować rzeczy kobiety i odprowadzić ją do akademika. Ciągle próbowała też dowiedzieć się, co doprowadziło ją do takiego załamania, ale Maura powtarzała jedynie: "Moja siostra".
To było bardzo niezręczne. Znałam się z Maurą od sześciu miesięcy i odbyłyśmy wiele długich rozmów na poprzednich zmianach, była bardzo towarzyska. W tamtej chwili zupełnie nie umiała sobie poradzić, musiałam otwierać jej wszystkie drzwi i trzymać ją za rękę. Jej stan przypominał mi katatonię
- dodała Mayotte.
Kobietom udało się w końcu dotrzeć do akademika Maury. Przełożona musiała wracać do pracy. Przeprosiła Murray za to, że zostawia ją samą w takim stanie i poprosiła, by skontaktowała się z nią jutro. Studentka odpowiedziała, że ma współlokatorkę, więc sobie poradzi. To uspokoiło Mayotte, która wróciła do portierni. Nie wiedziała jednak, że Maura ją okłamała - mieszkała sama.
Co doprowadziło Maurę do tak opłakanego stanu? Co miała na myśli, wspominając o swojej siostrze i powstrzymując łzy? Odpowiedź na to pytanie ujrzała światło dzienne dopiero po 13 latach, gdy siostra Maury, Kathleen, postanowiła przerwać ciszę i uciąć spekulacje.
5 lutego 2004 roku Kathleen zakończyła odwyk alkoholowy po długim pobycie w klinice. Podczas drogi do domu jej ówczesny narzeczony, który również zmagał się z uzależnieniem od alkoholu, zabrał ją do sklepu monopolowego, przez co kobieta załamała się nerwowo. Podzieliła się tą historią telefonicznie z Maurą i jest przekonana, że to był powód, dla którego jej siostra straciła nad sobą panowanie.
Dowody w sprawie sugerują jednak, że mogło chodzić o coś jeszcze. Tej nocy Maura złamała zasady pracy nie raz. Poza Kathleen rozmawiała też ze swoim chłopakiem, Billym Rauschem, na co wskazują jej bilingi telefoniczne. Połączenie trwało siedem minut, od 0:07 do 0:14. Billy twierdził, że nie pamięta tematu konwersacji, ale internauci wskazują na dość nietypowy zbieg okoliczności.
Mniej więcej w tym samym czasie na kampusie uczelni doszło do wypadku samochodowego. Petrit Vasi, student ekonomii, został potrącony przez auto i doznał bardzo poważnych obrażeń. Znaleziono go nieprzytomnego na chodniku około godziny 0:20. Sprawca zbiegł z miejsca zdarzenia, a Vasi zapadł na dwa miesiące w śpiączkę. Nie pamięta nic z tej nocy i niechętnie myśli o przeszłości. Wypadek zupełnie go zmienił.
Choć nie znaleziono żadnych dowodów na potwierdzenie tej tezy, wielu badaczy sprawy uważa, że to Maura potrąciła Petrita. Kobieta mogła wymknąć się na chwilę z pracy na kawę do pobliskiej kawiarni, która do dziś czynna jest całą dobę. Możliwe, że po wypadku natychmiast wróciła do portierni, po czym zadzwoniła do swojego chłopaka i wpadła w panikę. W połączeniu z telefonem od siostry mogło się to przyczynić do jej załamania nerwowego, które nastąpiło chwilę później. Zwłaszcza w kontekście zarzutu używania skradzionej karty kredytowej, który miał zostać zniesiony tylko po trzech miesiącach dobrego sprawowania.
Następnego dnia ze względu na śnieżycę odwołano zajęcia na uczelni. Do Amherst przyjechał niespodziewanie ojciec Maury, Fred. Wizyta miała praktyczny charakter - mężczyzna chciał kupić córce nowy samochód. Czarny saturn, którym dotychczas jeździła, był w opłakanym stanie i nie nadawał się nawet do jazdy po mieście. Fred postanowił zatrzymać się w Amherst na cały weekend. Poszukiwania auta były jednak bezowocne.
Nie jestem przekonany do teorii, że to Maura potrąciła Petrita, ale mogłoby to wiele wyjaśnić. Chociażby to, dlaczego następnego dnia do miasta niespodziewanie przyjechał ojciec z kupą kasy. Wszystko było wtedy odwołane ze względu na śnieżycę: zajęcia, mecze sportowe… A jednak Fred przejechał kawał drogi z innego stanu, by koniecznie tego dnia znaleźć jej nowe auto
- spekulował dziennikarz Clint Harting w podcaście "Missing Maura Murray".
W sobotę, 7 lutego 2004 roku, Fred zabrał Maurę i jej koleżankę Kate na obiad. Po posiłku wszyscy troje pojechali do sklepu monopolowego, by kobiety mogły zaopatrzyć się w alkohol na wieczorną imprezę. Maura następnie odwiozła ojca do motelu i pożyczyła jego nową toyotę corollę, by móc wrócić na kampus. Około 22:30 dołączyła do zabawy w akademiku. Opuściła ją cztery godziny później, według niektórych zeznań w towarzystwie nieznanego mężczyzny. Pytana później o szczegóły spotkania Kate Markopoulos twierdziła wymijająco, że niczego nie pamięta.
Koło 3:30 Maura wjechała nowym samochodem ojca w barierkę przy Route 9 w Hadley. Zniszczenia oszacowano na około 10 tys. dolarów (około 60 tys. złotych w 2023 roku). Na miejscu zjawił się policjant, który sporządził raport ze zdarzenia i zawiózł Maurę do motelu Freda. Z jakiegoś powodu funkcjonariusz nie przeprowadził badania alkomatem, co w takich okolicznościach jest standardową procedurą. Pytany lata później o to niedopatrzenie przez dziennikarza Jamesa Rennera "trzasnął słuchawką" i nie zgodził się na żadną kolejną rozmowę. Czyżby starał się coś ukryć?
Maura spędziła noc w pokoju motelowym ojca. Bilingi z telefonu komórkowego Freda wykazały, że o 4:49 nawiązano połączenie z numerem należącym do chłopaka Murray, Billy'ego. Treść ani uczestnicy rozmowy nigdy nie zostali potwierdzeni. Logika sugeruje, że zdenerwowana dziewczyna chciała zwierzyć się partnerowi z przeżytego wypadku.
Kradzież karty kredytowej, wymagające studia, załamanie nerwowe podczas pracy, wypadek samochodowy… Maura wpadła w niezłe bagno
- stwierdził dziennikarz James Renner w podcaście "Missing Maura Murray".
Następnego dnia Fred skontaktował się z firmą ubezpieczeniową i upewnił się, że naprawa samochodu zostanie pokryta przez polisę. Wypożyczył inne auto i ruszył z powrotem do domu w stanie Connecticut. Około 23:30 zadzwonił do Maury i polecił jej załatwić formularze ubezpieczeniowe. Umówili się, że następnego dnia wypełnią je razem. Wtedy Fred Murray po raz ostatni słyszał głos swojej córki.
Choć Maura uzgodniła z ojcem plany na następny wieczór, w jej głowie zaczął kiełkować zupełnie inny pomysł. Spędziła prawie cały poniedziałkowy poranek, analizując w sieci trasy do Berkshires oraz Burlington w stanie Vermont. Później szukała noclegu w okolicy Stowe oraz Bartlett w stanie New Hampshire, jednak bezskutecznie. Miała na to wszystko sporo czasu, bo ze względu na śnieżycę zajęcia ponownie odwołano.
Kocham cię bardziej, ogierze. Dostałam twoje wiadomości, ale szczerze mówiąc, nie miałam ochoty z nikim rozmawiać. Obiecuję, że dzisiaj zadzwonię. Kocham cię, Maura
- to treść maila, którego Maura wysłała do swojego chłopaka o 13:00.
Popołudnie było dla Maury pracowite. O 13:13 próbowała dodzwonić się do koleżanki ze studiów, chciała zwrócić jej pożyczony uniform. 10 minut później wysłała kolejnego maila, tym razem do wszystkich wykładowców i przełożonych.
Pisała, że musi wyjechać na tydzień ze względu na śmierć członka rodziny. Kłamała. To dziwne, bo Maura nie była kłamczuchą
- uznała Sharon Rausch, matka Billy'ego, w odcinku programu "Zaginieni".
Wysyłając maila, Maura podjęła decyzję: chciała wyjechać. O 14:18 dzwoniła do chłopaka, ale zdołała nagrać się tylko na jego pocztę głosową. Następnie zabrała się za przygotowania do wyjazdu. Do auta zapakowała trochę ubrań, kosmetyki, podręczniki i opakowanie tabletek antykoncepcyjnych. Około 15:30 opuściła kampus University of Massachusetts.
Nie udało się nigdy ustalić, czy Maura wybrała jakiś cel dla swojej sekretnej wyprawy. W jej zdezelowanym aucie znaleziono książkę pt. "Not Without Peril" (ang. "Nie bez ryzyka") Nicholasa Howe'a. Opowiada ona o tragicznych śmierciach wspinaczy, którzy ruszyli najbardziej niebezpiecznymi szlakami Gór Białych - tych samych, w których rodzina Murray spędzała prawie każde wakacje. Samochód kobiety znaleziono zaledwie 70 kilometrów od dobrze jej znanych tras w tym pasmie. Czy to właśnie tam się kierowała?
Zanim wyjechała z miasta, zatrzymała się jeszcze w trzech miejscach. Najpierw wypłaciła 280 dolarów z bankomatu, praktycznie wszystkie środki z konta. Kamera monitoringu zarejestrowała to zdarzenie - Murray była sama. To ostatnie zdjęcia, na których widać Maurę.
Następnie odwiedziła sklep monopolowy i wydała około 40 dolarów na różne rodzaje alkoholu: karton wina, butelki wódki, likiery i piwo - zupełnie tak, jakby wybierała się na kolejną imprezę w akademiku. Ostatni przystanek zrobiła, by zabrać formularze ubezpieczeniowe, które wieczorem miała wypełnić z ojcem.
Po południu Maura opuściła Amherst i ruszyła w trasę. O 16:37 zadzwoniła na swój numer, by sprawdzić pocztę głosową. To ostatnie potwierdzone połączenie, jakie wykonała swoim telefonem komórkowym. Zaledwie trzy godziny później zaginęła bez śladu.
Bliscy zaginionej wielokrotnie odtworzyli trasę, którą się poruszała. W lutym 2011 roku rodzina opublikowała w serwisie YouTube film nagrany kamerą samochodową, odwzorowujący warunki i przebieg wyprawy. W trakcie jazdy wyświetlają się zdjęcia radosnej Maury, a całości towarzyszy nostalgiczna muzyka. To wideo mocno obrazuje determinację, jaką wykazują się krewni kobiety. Mówią krótko: "Ktoś coś wie".
9 lutego 2004 roku o 19:27 Faith Westman zadzwoniła na policję, by zgłosić wypadek. Z okna dobrze widziała całą scenę. Zeznała, że usłyszała głośny huk i według jej obserwacji auto uderzyło w przydrożne drzewo. Wewnątrz pojazdu widziała "mężczyznę palącego papierosa", a wokół rozbitego samochodu krążyła jakaś kobieta.
Zapytałem ją, jak się czuje. Była wstrząśnięta. Nie widziałem żadnej krwi. Powiedziałem jej, że wezwę policję
- wspominał kierowca autobusu, Butch Atwood, w programie "Zaginieni".
Atwood był ostatnią osobą, która rozmawiała z Maurą Murray. Kobieta usiłowała go przekonać, by nie dzwonił na policję, bo ponoć wezwała już pomoc drogową. Butch wiedział, że nie mogła tego zrobić ze względu na brak zasięgu komórkowego. Uznał jej postawę za "nietypową". W jego ocenie Maura wyglądała na całkowicie trzeźwą. O 19:43 zatelefonował na komisariat ze swojego domu. Mężczyzna nie był w stanie obserwować miejsca wypadku przez okno, ale zauważył, że w międzyczasie drogą przejechało kilka samochodów.
Jednym z aut poruszała się Karen McNamara, przez wiele lat znana w sprawie jako "świadek A". Ukrywała swoją tożsamość, bo złożone przez nią zeznania były sprzeczne z oficjalnymi raportami policji. Obawiała się, że może być w niebezpieczeństwie. Co takiego zauważyła?
McNamara wracała tego wieczoru z pracy, poruszając się Route 112. W pewnym momencie wyprzedził ją radiowóz o numerze 001. Jakiś kwadrans później minął ją ponownie, co uznała za dziwne. Gdy przejeżdżała obok miejsca wypadku Maury Murray około godziny 19:37, widziała na skraju drogi dwa auta. Policyjny radiowóz o numerze 001 zaparkowany był na wprost zdezelowanego, czarnego saturna.
Instynkt podpowiadał mi, że powinnam pomóc. Zatrzymałam się i myślałam, co zrobić. Uznałam, że na nic się tam nie przydam. Nie miałam zasięgu, policja już tam była, a to nawet nie wyglądało na poważny wypadek. Odjechałam
- relacjonowała Karen McNamara w podcaście "Missing Maura Murray".
Według oficjalnego raportu policji oficer Cecil Smith przyjechał na miejsce dopiero o 19:46. W pobliżu nie widział żywej duszy. Auto było w kiepskim stanie. W wyniku uderzenia w saturnie aktywowały się obie poduszki powietrzne, zbiło się też lewe przednie światło. Kierowca prawdopodobnie uderzył głową w szybę, co sugerowało spore pęknięcie na jej powierzchni. Policjanta najbardziej zdziwił kawałek szmaty wetknięty w rurę wydechową – nigdy czegoś takiego nie widział.
Świecąc latarką przez szyby zamkniętego samochodu, Smith zauważył czerwone plamy na siedzeniach. Uznał, że nie była to krew, a alkohol, którego w środku było zresztą mnóstwo. Pod fotelem walała się pusta puszka po piwie, a karton czerwonego wina rozlał się dookoła. Na miejscu pasażera leżały niewypełnione formularze ubezpieczeniowe oraz karta członkowska, dzięki której oficer poznał tożsamość kierowczyni. Wszystko wskazywało na to, że Maura Murray prowadziła pod wpływem. Cecil Smith uznał, że prawdopodobnie uciekła, by uniknąć kontaktu z policją i jutro pewnie sama zgłosi się na komisariacie.
Na miejsce przyjechało pogotowie ratunkowe. Smith i ratownicy rozglądali się chwilę po okolicy, mając nadzieję na znalezienie Maury, jednak bezskutecznie. Ambulans odesłano zaledwie po kilku minutach. Oficer zalecił odholowanie rozbitego auta i wrócił na posterunek.
Wokół miejsca zdarzenia znajdowało się kilka domów. Ich mieszkańcy zgłosili wypadek na policję i w tym czasie obserwowali okolicę przez okno. Było ciemno, a wszystko otaczał gęsty las. Jakim cudem Maura Murray zapadła się pod ziemię w ciągu kilku minut, gdy akurat nikt nie patrzył w jej kierunku? Od niemal 20 lat nikt nie zdołał odpowiedzieć na to pytanie.
Lokalna policja otrzymała polecenie zachowania szczególnej czujności i wypatrywania właścicielki rozbitego samochodu. W międzyczasie władze usiłowały skontaktować się z rodziną Maury. Fred dowiedział się o zdarzeniu dopiero koło 17, prawie dobę później.
Czułem, jakby świat się zatrzymał. "Twoja córka zaginęła. W lesie zdarzył się wypadek. Policja nie wie, gdzie jest..." Chciałem natychmiast się tam znaleźć
- wspominał Fred Murray w programie "Zaginieni".
Maurę Murray uznano za osobę zaginioną 10 lutego 2004 roku o godzinie 17:17. Następnego dnia o świcie do Haverhill przyjechał Fred, wieczorem dołączył do niego Bill Rausch wraz z rodzicami. Rozpoczęły się poszukiwania kobiety, w których udział wzięli także lokalni wolontariusze. Przeszukano okoliczne lasy, zaangażowano psy tropiące. Jeden z nich podjął trop na podstawie zapachu z rękawiczki Maury. Ślad urwał się na jezdni, około 100 metrów na wschód od miejsca wypadku. Policjanci przypuszczali, że zaginiona mogła wsiąść do innego auta i tym sposobem szybko zniknąć z okolicy.
Poszukiwaniom towarzyszyła nerwowa atmosfera. Szybko zrobiło się ciemno, w dodatku obawiano się, że Maura może być pod wpływem alkoholu, zmagać się z wyziębieniem lub chcieć podjąć próbę samobójczą.
W międzyczasie Bill Rausch, chłopak zaginionej, otrzymał niepokojącą wiadomość na poczcie głosowej. Nagrano ją w momencie, gdy wsiadł na pokład samolotu do New Hampshire i wyłączył komórkę. Ponoć dlatego nie mógł odebrać połączenia.
Słyszałem oddech kobiety, cichy szloch i jakiś odgłos na końcu. Brzmiało jak płacz. Sądzimy, że to była Maura
- relacjonował Bill Rausch w nagraniu z dnia poszukiwań.
Zeznania Billa popierała jego matka, Sharon. W programie "Zaginieni" wspominała:
Billy zadzwonił około 7 rano w środę, był cały w nerwach. Powiedział, że gdy był na lotnisku, ktoś do niego dzwonił. Był pewien, że to była Maura.
Policja ustaliła, że źródłem połączenia był telefon na kartę powiązany z Amerykańskim Czerwonym Krzyżem, wobec czego porzuciła ten trop. Sharon Rausch twierdziła jednak, że funkcjonariusze się mylą i broniła wersji syna.
W toku poszukiwań wyjaśniła się tajemnica kawałka szmaty, który wetknięto w rurę wydechową saturna Maury. Okazało się, że był to patent, który zalecił jej ojciec. Auto nie nadawało się do jazdy, o czym świadczyły kłęby czarnego dymu ziejące z rury podczas podróży. Fred kazał jej zatykać ją ścierką, by uniknęła mandatu. To pozwoliło mu osądzić, że Maura bała się konfrontacji z policją. Rodzina Maury nie miała wówczas pojęcia o kłopotach prawnych, z którymi mierzyła się zaginiona, konkretnie o kradzieży karty kredytowej.
Poszukiwania trwały kilka dni, jednak nie przyniosły żadnych rezultatów. Sporządzono dokładne oględziny rzeczy pozostawionych przez Maurę, między innymi jej samochodu. Zdaniem ekspertów kobieta nie mogła uderzyć w przydrożne drzewo, gdyż obrażenia nie pokrywały się z zakładaną prędkością jazdy i pozycją, w której znaleziono auto. Samo drzewo też było nienaruszone. Przyjęto, że pojazd został uszkodzony wcześniej, a 9 lutego wjechał jedynie w zaspę na poboczu jezdni. To niezwykle istotna poszlaka, zwłaszcza w kontekście jednej z wiodących teorii na temat zaginięcia Maury Murray.
Nikomu nigdy nie udało się ustalić, dlaczego Maura wyjechała z Amherst i dokąd się kierowała. Trudno też wyobrazić sobie stan, w którym znajdowała się w chwili wypadku. W ciągu kilku dni rozbiła nowe auto swojego ojca, wywołała kolejny wypadek samochodowy, załamała się nerwowo w pracy, a niektórzy wierzą, że była zamieszana w potrącenie innego studenta. To zresztą mogłoby tłumaczyć wgniecenia w samochodzie, które z całą pewnością nie powstały w chwili uderzenia w drzewo. Poszlak sugerujących, że mogła chcieć uciec, jest jeszcze więcej.
Gdy policjanci weszli do pokoju zaginionej, zastali go w nietypowym stanie. Studentka ściągnęła wszystkie plakaty i zdjęcia ze ścian, a rzeczy zapakowała do pudeł. Na jednym z kartonów leżał wydrukowany mail do Billa, w którym Maura omawiała problemy nękające ich związek. Nigdy nie opublikowano treści wspomnianej wiadomości.
Kłopoty w relacji mogły wynikać z odległości, która dzieliła parę, choć zdecydowanie większy udział miał w nich romans Maury. Kobieta nawiązała bowiem intymną relację z trenerem uczelnianej drużyny lekkoatletycznej, Hossem Baghdadim. Ich przygoda trwała parę miesięcy. Relacja była nie tylko fizyczna - Maura i Hoss oglądali razem filmy, chodzili do restauracji, a nawet planowali wycieczkę pod namiot w Górach Białych. Zdążyli się dobrze poznać.
Kilka razy powiedziała: "Chciałabym zniknąć". Nigdy nie opowiadała mi, jak by to zrobiła. Ja zawsze stawiałem na Meksyk
- opowiadał Hoss Baghdadi w wywiadzie dla Jamesa Rennera, autora książki "True Crime Addict: How I Lost Myself In the Mysterious Disappearance of Maura Murray".
W rozmowach z dziennikarzem Hoss zaznaczał też, że nie był jedynym partnerem Maury. Wspomniał co najmniej dwie inne osoby. Kobieta ponoć dzieliła się z nim intymnymi szczegółami związku z Billem.
Nie szanowała go. Billy też ją zdradzał. Żądał od niej bycia w konkretnych miejscach o konkretnych porach, ciągle ją sprawdzał. Był wymagający. Przynajmniej takie wrażenie odniosłem po jej opowieściach
- relacjonował Baghdadi.
Niektórzy badacze sprawy sugerują, że Maura mogła podjąć decyzję o ucieczce dlatego, że zaszła w ciążę. Policjanci zauważyli, że tuż przed zaginięciem przeglądała w sieci treści związane z macierzyństwem. Koleżanki ze studiów twierdzą, że w tamtym okresie przerabiały akurat ten temat na praktykach i nie ma w tym drugiego dna. W aucie Murray znaleziono zresztą otwarte opakowanie tabletek antykoncepcyjnych.
Jednym ze zwolenników teorii o ucieczce Maury Murray jest James Renner, który poświęcił badaniu sprawy i rozmowom ze świadkami wiele lat. W swojej książce mocno opowiada się za stanowiskiem, że w dniu zaginięcia dziewczyna nie podróżowała sama. Miała jej towarzyszyć zaufana osoba, która poruszała się tuż za jej samochodem. Zdaniem dziennikarza to dzięki temu tak szybko zniknęła z miejsca zdarzenia.
Maura miała tak naprawdę jakieś 20 sekund, aby zaginąć. Z okien ciągle obserwowali ją mieszkańcy. Nie mogła wsiąść do auta kogoś obcego, to wymagałoby rozmowy. Logiczne wydaje mi się, że pojechała z kimś, kogo znała. Ta interakcja mogła być błyskawiczna
- opowiadał James Renner w serialu dokumentalnym "The Disappearance of Maura Murray".
Ten scenariusz zyskuje na wiarygodności, biorąc pod uwagę zachowanie psów tropiących. Zwierzęta straciły ślad jakieś 100 metrów od miejsca wypadku. Policjanci skłaniali się ku teorii, że wsiadła do czyjegoś auta. Mieszkańcy widzieli, jak kilka samochodów przejechało tą trasą. Zakładając, że faktycznie uciekła, natychmiast nasuwa się pytanie: dokąd?
Do Kanady. A przynajmniej wiele na to wskazuje. W 2013 roku do Quebecu w Kanadzie wybrała się grupa czterech mężczyzn: James Renner, Tim Pilleri, Lance Reenstierna i Joshua F. Leonard. Do podróży skłonił ich anonimowy post zamieszczony w sieci w 2005 roku, którego autor sugeruje, że Maura Murray mieszka w Quebecu. Tim, Lance i Josh pracowali wówczas nad filmem dokumentalnym na temat sprawy. Wzięli ze sobą kamerę.
Podczas pobytu w Quebecu ekipa filmowa rozwieszała plakaty z wizerunkiem Maury i przeprowadzała wywiad środowiskowy. Kilku świadków przekonywało, że widzieli kobietę zaledwie miesiąc wcześniej. Właściciele sklepu muzycznego nie mieli wątpliwości, że Maura Murray kilkukrotnie przeglądała ich płyty winylowe. Podobno trudno im było się dogadać - oni mówili po francusku, a klientka po angielsku z amerykańskim akcentem.
Grupie nie udało się namierzyć kobiety, którą rzekomo wielokrotnie widziano w Quebecu. Wyprawy nie uznali jednak za bezowocną, wręcz przeciwnie - ich zdaniem to kolejny dowód na to, że Maura Murray rozpoczęła życie na nowo. Rodzina zaginionej nie zgadza się z takim scenariuszem.
Nie zrobiłaby nam tego. Maura była bardzo zżyta z rodziną. Nie wytrzymywała dnia bez kontaktu z nami, a mówimy tu o całych latach ciszy
- stwierdziła siostra zaginionej, Julie Murray.
W 2018 roku w serwisie YouTube pojawił się filmik, w którym ludzie przebrani za szturmowców z "Gwiezdnych wojen" straszą przypadkowych przechodniów. Wideo szybko trafiło pod lupę badaczy sprawy zaginięcia Maury Murray. Jedna ze scen przedstawia kobietę uderzająco podobną do zaginionej. Towarzyszy jej dziewczynka, która może mieć maksymalnie 13 lat. Jeżeli Maura faktycznie była w ciąży w lutym 2004 roku, czy to naprawdę mogłaby być ona i jej córka? W tej abstrakcyjnej sytuacji jest jeszcze jeden szokujący szczegół. Nagranie sporządzono z okazji Dnia Gwiezdnych Wojen, który przypada na 4 maja. 4 maja to dzień urodzin Maury Murray.
Internauci sporządzili wnikliwe porównania nieznajomej z filmu z Maurą. Niska jakość nagrania utrudnia wyciągnięcie rzetelnych wniosków. Nigdy nie ustalono, gdzie dokładnie powstało to nagranie ani kim była przedstawiona w nim kobieta.
Prawdopodobieństwo, że Maura Murray żyje w ukryciu za granicą, jest niewielkie. Minęło tyle lat, że rodzina zaginionej straciła nadzieję na znalezienie jej żywej. Jeżeli faktycznie spotkała ją śmierć, pozostaje pytanie, w jaki sposób zmarła.
Niektórzy zakładają, że nagromadzenie trudnych doświadczeń w bardzo krótkim czasie popchnęło Maurę do samobójstwa. Mogła porzucić studia i wyjechać w ukochane Góry Białe, by odejść na własnych warunkach. Z taką wersją zdarzeń nie zgadzają się jednak jej przyjaciele. 11 dni przed zaginięciem Maura wysłała do koleżanek grupowego maila:
Dane Cook wystąpi 12 lutego w Storrs w Connecticut, to niedaleko uczelni! Bilety kosztują 10 dolców, sprzedaż rusza w poniedziałek. Dajcie mi znać, jeśli jesteście zainteresowane
- napisała. Poniedziałek, o którym wspominała Maura, był dniem jej zaginięcia. Według Liz Drewniak mail dowodzi, że jej przyjaciółka nie planowała ucieczki ani targnięcia się na własne życie.
Istnieje też inna możliwość. Nie da się wykluczyć, że gdy policja przyjechała na miejsce wypadku, Maura ukryła się za drzewami lub pobiegła w las. W końcu była wysportowana i mogła pochwalić się nie lada wytrzymałością. Śledztwo wykazało też, że w samochodzie brakowało części alkoholu, który zakupiła jeszcze w Amherst. Może zabrała go ze sobą? Nigdy nie namierzono również plecaka, portfela ani telefonu komórkowego zaginionej.
Tę teorię popierają zeznania jednego ze świadków. 9 lutego 2004 roku Rick Forcier wracał po pracy do domu. Poruszał się Route 112, gdy nagle zauważył, że poboczem drogi biegnie młoda dziewczyna. Miała na sobie dżinsy, ciemny płaszcz i jasną bluzę - opis pokrywa się z ubiorem Maury w dniu zaginięcia. Zdarzenie miało mieć miejsce około ośmiu kilometrów na wschód od miejsca wypadku. Mężczyzna skojarzył fakty dopiero w maju, wypełniając służbowe dokumenty.
Nawet jeśli Maura faktycznie opuściła samochód i pobiegła w nieznanym kierunku, całkiem możliwe, że ostatecznie straciła siły i upadła gdzieś w lesie. "Uległa siłom żywiołów" - stwierdzają oględnie internauci. Na przestrzeni lat wielokrotnie przeszukano okoliczne tereny. Nie znaleziono żadnego śladu po zaginionej.
Jeżeli nie samobójstwo i nie śmierć z przyczyn naturalnych, to może Maura Murray padła ofiarą morderstwa? Wiele osób uważa, że znalazła się w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiednim czasie. Być może ktoś zauważył młodą, bezbronną kobietę samą w lesie i postanowił ją napaść. Okolica, w której zniknęła studentka, nie cieszy się dobrą sławą. Nawet lokalni mieszkańcy boją się jeździć tą trasą po zmroku.
W takich przypadkach krzywdę często wyrządza ostatnia osoba, która spotkała ofiarę. Butch Atwood, kierowca autobusu, który rozmawiał z Maurą tuż przed zaginięciem, był wielokrotnie przesłuchiwany przez policję. Zgodził się nawet na badanie wariografem, które wykazało, że nie mówił prawdy. Wkrótce po zniknięciu Murray przeprowadził się na Florydę. W 2009 roku zmarł, więc jeżeli zatajał jakiekolwiek informacje, z nikim się już nimi nie podzieli.
Wiele zarzutów kierowano również pod adresem oficera, który zjawił się na miejscu wypadku jako pierwszy. Oskarżano go o zlekceważenie powagi sytuacji i zacieranie śladów. Zeznania Karen McNamary były sprzeczne z raportem sporządzonym przez policjanta. Cecil Smith mierzył się z ogromną presją przez całe lata po zaginięciu Maury Murray. W 2018 roku odebrał sobie życie.
W 2004 roku do Freda Murraya zgłosił się świadek, który twierdził, że Maura została zamordowana przez jego brata. Przekazał mu zardzewiały nóż - rzekome narzędzie zbrodni. Jest to istotne o tyle, że dwa lata później policja przeszukała dom, w którym kiedyś mieszkał domniemany zabójca kobiety. Funkcjonariuszom towarzyszyły psy tropiące. Zapach zaprowadził je do znajdującej się w piwnicy szafy. Po otwarciu jej drzwi zwierzęta ponoć "oszalały" - to reakcja typowa dla znalezienia ludzkich szczątków. Z miejsca pobrano próbki DNA, jednak wyników badań nigdy nie ujawniono.
W przypadku zaginięcia podejrzenia padają zazwyczaj na osoby z najbliższego otoczenia. Co robił Bill Rausch feralnego wieczoru, gdy zaginęła Maura Murray? Okazuje się, że miał mocne alibi. 9 lutego 2004 roku przebywał w Forcie Sill w stanie Oklahoma, prawie 3000 kilometrów od miejsca wypadku. Potwierdzają to raporty wojskowe.
Bilingi Rauscha skłaniają jednak do przemyśleń. W jego burzliwym związku z Maurą często zdarzały się ciche dni, gdy dziewczyna nie chciała z nim rozmawiać. Dzwonił wtedy zarówno na jej komórkę, jak i telefon w akademiku, żywiąc nadzieję, że w końcu odbierze. Wykaz połączeń dowodzi, że była to jego stała zagrywka. Dzień przed zaginięciem Maury usiłował się z nią skontaktować nawet poprzez jej koleżankę, Kate.
9 lutego - w dniu zaginięciu Maury - Bill wpadł w telefoniczny obłęd. Wykonał w sumie 52 połączenia, zdecydowanie więcej niż zwykle. Rozmawiał ze swoimi eks, przełożonymi, członkami rodziny. Wieczorem dzwonił też do Murray, jednak wyłącznie na numer komórkowy. Podobnie następnego dnia, już po jej wypadku. Czyżby wiedział, że nie ma jej w akademiku? Skąd?
Bill oficjalnie dowiedział się o zaginięciu Maury we wtorek, 10 lutego, około godziny 17. Najdziwniejsze jest to, że po otrzymaniu tej, zdawałoby się, druzgocącej informacji, nie zadzwonił do dziewczyny ani razu. Nie dzwonił ani na komórkę, ani do akademika. Dzwonił natomiast po całym New Hampshire, chcąc wynająć pokój na czas poszukiwań. Ta diametralna zmiana nawyków jest bardzo intrygująca. To jednak dopiero wierzchołek góry lodowej w kontekście chłopaka Maury Murray.
Dziennikarz James Renner wpadł na szokujący trop. Okazało się, że chłopak zaginionej aktywnie udzielał się w sieciowych dyskusjach na temat sprawy. Posty zamieszczał na forach pokroju Topix, 4chan czy Reddit, pierwsze z nich pojawiły się już w 2004 roku. W czym problem? Ukrywał swoją prawdziwą tożsamość i posługiwał się pseudonimem.
Jako DS_Joe_Friday chłopak zaginionej przekonywał użytkowników Reddita, że Bill Rausch nie ma nic wspólnego z zaginięciem Maury i że kobieta z całą pewnością żyje radośnie w Kanadzie. Usiłował też zostać moderatorem dyskusji o sprawie, dzięki czemu mógłby usuwać niewygodne posty i blokować komentujących, jednak nigdy nie powierzono mu tej funkcji.
Organy ścigania i rodzina Murray nigdy nie podejrzewały Billa Rauscha w sprawie zaginięcia Maury. Chłopak był przecież tysiące mil od niej, w zupełnie innej strefie czasowej. Uczestniczył w poszukiwaniach. Jeśli faktycznie coś jej zrobił, popełnił zbrodnię tysiąclecia. Nie sądzę, by był na to wystarczająco mądry
- pisał sam o sobie Bill Rausch pod pseudonimem DS_Joe_Friday.
Rausch manipulował dyskusją i proponował własne teorie o zaginięciu Maury przez kilkanaście lat. James Renner zdemaskował go, odpowiadając na jeden z jego postów w serwisie Reddit słowami: "cześć, Bill!". Od tamtej pory chłopak Murray nie udziela się w sieciowych dyskusjach, a społeczność usiłuje zrozumieć jego szokujące zachowanie.
To jednak nie wszystko. Sharon Rausch, matka Billy'ego, również angażowała się w internetowe rozmowy na temat sprawy, zaczynając już w 2004 roku. Ukrywała się pod pseudonimem Peabody i w swoich wiadomościach starała się zdementować plotki na temat udziału Billa w zaginięciu, przedstawiała też własne teorie. To wszystko szokuje - zwłaszcza w kontekście rzekomego połączenia, w którym Maura miała szlochać do słuchawki już po zaginięciu. Nikt poza Sharon i Billem nie słyszał tej wiadomości głosowej. Co Rauschowie chcieli tak desperacko ukryć?
Po zaginięciu Maury Bill zaangażował się w scenę polityczną i stał się osobą publiczną. W 2020 roku kochanka Rauscha założyła mu sprawę w sądzie. Walczyła o wystosowanie wobec Billa zakazu zbliżania się, oskarżała go o molestowanie seksualne i napaść. Do obu zdarzeń miało dojść w 2011 roku, a w kolejnych latach mężczyzna ją prześladował. Podczas procesu wielokrotnie padało nazwisko "Maura Murray". Sędzia Marisa Dameo uznała Rauscha winnego zarzucanych mu czynów. Skazano go na 180 dni więzienia w zawieszeniu, zakazano mu zbliżać się do ofiary i nałożono na niego grzywnę w wysokości 1000 dolarów.
Na przestrzeni lat łącznie trzy kobiety oskarżyły Rauscha o molestowanie seksualne i prześladowanie. Jedna z nich poznała Billa kilka miesięcy po zaginięciu Murray. Para umówiła się na spotkanie, jechali samochodem do pobliskiego hotelu. Gdy stali na światłach, Rausch niespodziewanie złapał kobietę za kark i powiedział do niej: "Zabiję cię, tak jak zabiłem Maurę". Przerażona partnerka wbiła mu paznokcie w kark, przez co oprawca zwolnił uścisk i stwierdził, że żartował. Gdy dojechali na miejsce i znaleźli się w otoczeniu innych ludzi, dziewczyna uciekła od Rauscha i zerwała z nim kontakt.
Druga oskarżycielka twierdziła, że Rausch zachowywał się niepokojąco podczas uprawiania seksu. Był bardzo agresywny i podduszał kobietę. Gdy to robił, zamiast używać jej imienia, nazywał ją w kółko "Maurą". Scenariusz ten miał się wielokrotnie powtarzać.
Nie ulega wątpliwości, że Bill Rausch nie wyjawił całej prawdy w sprawie zaginięcia Maury Murray. Desperackie telefony, ukrywanie się w sieci pod pseudonimem i proponowanie własnych teorii skłaniają do refleksji. Najnowsze dowody mówiące o brutalnej naturze mężczyzny sugerują, że pomimo dobrego alibi może mieć on coś wspólnego z wydarzeniami z 2004 roku.
Rausch miał motyw. On i Maura zdradzali się nawzajem. Bill uważany jest za osobę władczą. Być może uznał niewierność partnerki za plamę na jego honorze. Jeżeli rzeczywiście była w ciąży w chwili zaginięcia, pozostaje pytanie, kto mógł być ojcem. Śledztwo trwa. Czas pokaże, czy Rauschowi faktycznie udało się dokonać "zbrodni tysiąclecia".
Od zaginięcia Maury minęło już prawie 20 lat. W tym czasie Fred Murray w desperackiej próbie odnalezienia córki próbował już wszystkiego. W 2023 roku skończył 80 lat, więc odpowiedzialność za propagowanie historii Maury przejęła jej siostra, Julie.
Julie Murray od kilku lat publikuje na platformie TikTok informacyjne filmiki na temat zaginięcia siostry. Dementuje fake newsy, przygląda się każdej poszlace, często publikuje zdjęcia Maury. Opowiada też, jak wygląda zmaganie się z tak trudną stratą, która niesie ze sobą wieczną niepewność.
W 2020 roku Julie udzieliła wywiadu w podcaście "Missing Maura Murray" z okazji 16. rocznicy zaginięcia. Przyznała, że po tylu latach trudno jest znaleźć nowy trop. Postanowiła dowiedzieć się, jakiej piosenki słuchała Maura, gdy zdarzył się wypadek. W jej aucie znaleziono bowiem odtwarzacz CD.
Chciałam mieć taki sam stan umysłu co Maura, gdy jechała autem, w końcu nie zostało mi zbyt wiele. Tuż przed wypadkiem słuchała piosenki zespołu New Radicals, "You Get What You Give". Wiedziałam o tym od jakiegoś czasu, ale teraz postanowiłam podzielić się tym z innymi
- wyjaśniała Julie Murray.
W tekście utworu padają takie zwroty, jak "Masz w sobie muzykę, nie odchodź, pozostał jeden taniec" czy "Nie poddawaj się, masz powód, by żyć". Maura musiała zmagać się wówczas z trudnymi przemyśleniami, jednak melodia jest wesoła i motywująca. Julie nie ma wątpliwości, że utwór w pełni oddaje hart ducha i optymizm, którymi cechowała się jej siostra.
To taka beztroska i wesoła piosenka. Płaczę za każdym razem, gdy jej słucham. Dzielę się tym, bo chciałabym, żeby każdy mógł usiąść w aucie obok Maury
- dodała Julie.